Miesiąc: Styczeń 2020

Na ile ekologicznie jesteśmy w stanie żyć?

Ten temat wydaje się być na topie w ciągu ostatnich miesięcy. Choć naukowcy od dziesiątek lat bili na alarm, dopiero teraz widzimy na własne oczy skutki globalnego ocieplenia. Brak zimy, pożary w Szwecji, Brazylii, Australii. Dzięki Internetowi każda wiadomość może w błyskawicznym tempie dotrzeć do milionów odbiorców. Choć prawdopodobnie przegapiliśmy naszą szansę uratowania świata, ludzkość jest zbyt zawzięta, aby stać z założonymi rękami i przyglądać się zbliżającej się katastrofie. Coraz więcej osób chce coś zrobić, chce mieć jakiś pozytywny wkład w środowisko, albo chociaż ograniczyć negatywne skutki swojej egzystencji.

Poniższy tekst został napisany w ramach Inicjatywy #BloggersHelpWorld serwisu Mocna Grupa Blogerów. Celem akcji jest pokazanie, jak żyć ekologicznie i oszczędniej, dbając o naszą planetę oraz dając dobry przykład innym.

Co tak właściwie możemy zrobić? Metod i sposobów jest bardzo wiele, a każdy gest może zarówno nieść za sobą pozytywne skutki, jak i nie prowadzić do żadnej zmiany w ogóle. Myślę, że jest jednak mnóstwo małych, średnich i dużych postanowień, które warto chociaż rozważyć. Możemy zrobić grę – ja przygotuję listę, a Wy napiszcie, ile podpunktów udało Wam się odhaczyć, a ile więcej zamierzacie wprowadzić w swoim życiu w najbliższej przyszłości. Co więc można zrobić?

50 sposobów

Oto lista rzeczy małych, średnich i dużych, bez konkretnej kolejności. Jest ich dokładnie pięćdziesiąt. Z całą pewnością dałoby się dopisać drugie tyle, skupiając się dokładniej na każdej dziedzinie życia z osobna. To są rzeczy, które po prostu przyszły mi na myśl. Sama stosuję się do około 35-40 z nich.

  1. Ograniczenie kupowanie nowych ubrań
  2. Naprawianie zamiast wymieniania
  3. Kupowanie z drugiej ręki, na przykład w ciucholandach
  4. Korzystanie z usług zamiast posiadania własnych sprzętów, urządzeń
  5. Picie wody z kranu
  6. Posiadanie butelki na wodę wielokrotnego użytku
  7. Przynoszenie jedzenia w pudełku wielokrotnego użytku
  8. Ponowne wykorzystywanie resztek z obiadu
  9. Branie krótkich pryszniców zamiast długich kąpieli w wannie
  10. Oszczędne korzystanie z wody podczas mycia naczyń czy zębów
  11. Redukcja spożycia mięsa – na przykład bezmięsne piątki
  12. Rezygnacja z czerwonego mięsa
  13. Rezygnacja z mięsa w ogóle – przejście na wegetarianizm
  14. Rezygnacja z mięsa i produktów odzwierzęcych – przejście na weganizm
  15. Unikanie produktów zawierających niepotrzebnie dużo opakowania
  16. Kupowanie produktów w większych opakowaniach, jeśli ma się pewność, że zje się je w całości
  17. Kupowanie produktów w mniejszych opakowaniach, jeśli zwykle nie dojada się ich do końca przed ich zepsuciem
  18. Ponowne wykorzystywanie opakowań po produktach spożywczych
  19. Dojazdy do pracy, szkoły czy na uczelnię rowerem lub komunikacją publiczną
  20. Rezygnacja z samochodu – w razie czego zawsze można wypożyczyć
  21. Mieszkanie w budynku ocieplonym
  22. Ograniczenie ogrzewania zimą – to nie jest ta pora roku, w której po domu chodzi się w bieliźnie
  23. Wietrzenie zimą tylko przy wyłączonym ogrzewaniu
  24. Kupowanie owoców i warzyw bez opakowania czy siatki (i tak je umyjesz)
  25. Oddawanie pustych butelek z powrotem do sklepu
  26. Kupowanie produktów lokalnych
  27. Unikanie produktów, które muszą być sprowadzane drogą lotniczą (np. awokado)
  28. Unikanie produktów zawierających olej palmowy
  29. Nie kupowanie w nadmiarze = nie wyrzucanie
  30. Wykorzystywanie toreb wielokrotnego użytku podczas zakupów (ale nie kupowanie nowych specjalnie do tego celu!)
  31. Segregacja odpadów
  32. Rezygnacja, ograniczenie podróży samolotem
  33. Rezygnacja z „kawy na mieście”, a jeśli już to bez pokrywki
  34. Wymiana żarówek na LEDowe
  35. Gaszenie światła i wyłączanie urządzeń, kiedy się z nich nie korzysta
  36. Oszczędne korzystanie z produktów czyszczących, tworzenie własnych
  37. Zamiast podpasek i tamponów, kubeczek menstruacyjny
  38. Rezygnacja lub ograniczenie potomstwa
  39. Posiadając niemowlę – wybór pieluch wielorazowych
  40. Zamiast kupować ubranka dla dziecka – zapytać znajomych, czy ktoś się nie pozbywa
  41. Ponowne wykorzystywanie jednostronnie zadrukowanych kartek
  42. Nie drukowanie biletów – korzystanie z wersji elektronicznej
  43. Wybór korespondencji elektronicznej
  44. Nie kupowanie książek – wypożyczanie lub wybór wersji elektronicznej
  45. Kupowanie produktów wyprodukowanych z użyciem materiałów porecyklingowych
  46. Wybór produktów, które da się ponownie przetworzyć
  47. Wybór produktów, z których będzie można korzystać dłużej
  48. Dotacja organizacji środowiskowych
  49. Wolontariat w organizacjach środowiskowych
  50. Promocja zachowań pro środowiskowych

Ile podpunktów udało Wam się odhaczyć? Jestem pewna, że co najmniej kilka – a może nawet większość? Wydawać by się mogło, że świat idzie w dobrą stronę, że ludzie są coraz bardziej świadomi i jak tak dalej pójdzie, to powinno się to globalne ocieplenie jakoś załagodzić. W końcu w grupie siła, prawda? Niezupełnie.

Realne znaczenie

Pierwszym dużym problemem jest fakt, że przeciętny zjadacz chleba nie ma aż tak dużego wpływu na środowisko, jaki mają wielkie korporacje. Te nie tylko wpływają na wybory konsumentów, ale także dyktują reguły całej gry. Czy bilety na komunikację publiczną w Niemczech byłyby takie drogie, gdyby nie ogromne firmy samochodowe? Czy urządzenia domowe psułyby się od razu po zakończeniu okresu gwarancji, gdyby firmy nie liczyły na szybki powrót klienta? Czy produkty spożywcze byłyby wciąż pakowane w nadmierną ilość plastiku, gdyby ktoś nie policzył, że w ładnej folii dana rzecz się lepiej sprzeda, więc koszty opakowania zwrócą się z nawiązką?

Ludzie też nie chcą rezygnować ze swoich przyjemności i marzeń, widząc jak minimalny odsetek społeczeństwa pławi się w luksusach. Ja spędzę wakacje w nieodległym mieście, a kto inny będzie kilka razy dziennie latał prywatnym samolotem na spotkania biznesowe. Ja przejdę na weganizm, a kto inny zorganizuje imprezę, po której wyrzucone zostaną setki kilogramów niedojedzonych posiłków. Ja starannie porozdzielam wszystkie śmieci, a kto inny wywiezie swoje odpady do lasu. Wydawać by się mogło, że gra jest niewarta świeczki i po co w ogóle się starać, skoro nasze poświęcenie nie ma rzeczywiście realnego oddziaływania na środowisko…

Myślę, że wiele osób zadawało sobie to pytanie niejednokrotnie. Ja również. I doszłam do wniosku, że mimo to, nie zmienię swoich dobrych nawyków, za to będę powoli wprowadzać do swojego życia kolejne.

Przede wszystkim jest to myśl, że nawet jeśli w ogromnej skali mój gest nic nie znaczy, ma on znaczenie w ogóle. Ta jedna plastikowa siatka mniej może i nie oczyści oceanów, ale też nie zapląta się w nią morskie zwierzątko, nie trafi na nią nikt na jakiejś oddalonej o tysiące kilometrów ode mnie plaży. Ten bezmięsny obiad nie zredukuje produkcji mięsa, ale po latach wegetarianizmu będę mogła powiedzieć, że nie zjadłam kilkuset zwierząt. A jeśli za mną poszły kolejne osoby, jeśli kogoś przekonałam, to ta liczba się zwiększa.

Mój jednokrotny gest okazuje się całkiem duży, kiedy powtarzam go przez wiele lat. Warto więc wprowadzać dobre zmiany w życiu, zwłaszcza jeśli tak naprawdę nie prowadzą one do większych wyrzeczeń, poświęcenia.

Bo jak długo cieszysz się z tej jednorazowej plastikowej butelki, w której kiedyś tam kupiłeś sobie wodę?


Wpis powstał z okazji akcji #BloggersHelpWorld – Mocna Grupa Blogerów.

Więcej

Bullet Journal 2020 w Citridori + moje kolekcje i trackery

Nowy rok, nowe BuJo. To chyba najbardziej spodziewany wpis w tym roku. Obiecuję, że nie zanudzicie się, czytając poniższy tekst. Znajdziecie w nim kilka praktycznych wskazówek przy tworzeniu własnego bullet journala, zobaczycie mnóstwo pomysłów do zgapienia i przyznacie mi rację, bądź nie, że w takiej formie planowania, estetyka nie gra tak ogromnej roli, jak praktyczność i niezawodność.

Na razie tylko okładka.

Co dobre, to powtórzyć

Bullet journal, w zróżnicowanej formie, prowadzę już wiele lat. Z każdym kolejnym rokiem ulepszam moją wersję tej metody, wprowadzam zmiany i testuję nowe rozwiązania. Dzięki temu, notes ewoluuje w dobrą stronę.

O zeszłorocznym notesie możecie przeczytać w tym wpisie. Aby nie dublować treści, skupię się tym razem na tym, co konkretnie zachowałam do ponownego wykorzystania, a z czego zrezygnowałam zupełnie. Najważniejszym powtórzonym elementem jest dla mnie układ kalendarza – tydzień pracujący po lewej stronie i weekend po prawej. Tak, jak w zeszłym roku, przygotowałam go za pomocą stempli (choć tym razem uprościłam proces za pomocą gotowych stempli silikonowych ze skróconymi nazwami dni tygodnia z AliExpress). Część tak zwanych trackerów / kolekcji również szybko przepisałam, nie zmieniając nawet szczególnie kompozycji strony. Nie będę ich tutaj wyróżniać, aby niepotrzebnie nie rozwlekać tej części wpisu. Zobaczycie je, scrollując stronę w dół.

Wygląd rozkładówek tygodniowych w większości pozostaje bez zmian. Dołożyłam tylko kilka stempli z Ali, aby wypełnić miejsce. Wcześniej używałam trackera miesięcznego, do którego nie chciało mi się zbyt często wracać, tym razem będę po prostu odbijać tę tabelkę dla każdego tygodnia. Jest ona zaprojektowana dla właśnie siedmiu dni.
Konkretnie to tak to będzie wyglądać.

Nowa forma

Tak naprawdę, główną nowością jest sam typ notesu. Idąc w stronę praktyczności i zmniejszania limitów liczby stron czy ciężaru notesu, postanowiłam zastosować okładkę z wymiennymi wkładami. Poszczególne zeszyty przymocowane są za pomocą gumek, dzięki czemu można je spokojnie wysuwać i wymieniać. Taki typ notesu często określa się mianem „Traveler’s Notebook”. Najbardziej znane notesy tego typu produkuje firma Midori, są one podłużne (niestandardowy format), a okładka wykonana jest ze skóry. Wiele osób tworzy podobne okładki własnoręcznie lub kupuje produkty innych marek, mimo to, nazwa wymieniona powyżej stała się już pospolita.

Ja wybrałam coś podobnego, choć o zupełnie innym charakterze. Zamówiłam sobie okładkę i zestaw wkładów z Citrus Book Bindery. Produkt ten nazwany jest CitriDori Refillable Cover i posiada pewną ogromną zaletę: opcje personalizacji. Można wybrać format, grubość (ile wkładów ma się zmieścić wewnątrz?), jakie dodatkowe gadżety powinny się tam znaleźć (np. tylna kieszonka), napis na okładce i tak dalej. W przypadku samych wkładów opcji jest jeszcze więcej – cała masa wzorów stron, różne wersje kropek, linii, kratek i siatek, także strony w kolorze. Nie powinnam zapomnieć też o gramaturze i tak dalej.

Całość robiona jest ręcznie, co oczywiście jest świetną sprawą, jednak wiąże się z wadami lub zagrożeniami. Nitka może się łatwo przerwać, nie wszystko jest też super równe. Największą wadą jest oczywiście cena, sprawiająca że zeszyty CitriDori nie są osiągalne dla każdego. Taki mamy system. Ja postanowiłam, że okładka ma mi wystarczyć na co najmniej dwa lata, natomiast oprócz wkładów zamówionych z CBB, będę używać też zwykłych, niedrogich zeszytów. Wybrałam format A5 aby bez problemu móc zawsze wsadzić coś do środka.

Tak prezentuje się zamknięty BuJo.

Moja okładka pomieści sześć wkładów. Będą to:

  1. Kalendarz dwuletni, po miesiącu na rozkładówkę. Zamówiłam gotowy kalendarz tego typu, aby wyglądał schludnie i abym nie musiała spędzić zbyt wiele czasu (czy ryzykować błędy), rysując go własnoręcznie. Moje ubiegłoroczne BuJo nie miało takiego komponentu – wszystkie terminy zapisywałam bezpośrednio w tygodniówkach. Był to duży błąd prowadzący do dużych trudności ze znalezieniem czegokolwiek w morzu notatek.
  2. Typowy bullet journal, czyli zeszyt do wszystkiego. Standardowo będą w nim rozkładówki tygodniowe, prawie identyczne jak w zeszłorocznym kalendarzu. Oprócz tego, to tutaj będę zamieszczać luźne notatki, wklejać pamiątkowe bilety, prowadzić dziennik podróży podczas wyjazdów, czy planować różne krótkoterminowe rzeczy. Prawdopodobnie notes ten wystarczy mi na jeden kwartał, może pół roku, po czym wymienię go na podobny, niezależnie od tego, na którym miesiącu stanęło.
  3. Zeszyt do kolekcji / trackerów. Czyli to, co widzicie, wpisując „bullet journal” w Pinteresta czy inne Google. Tego wkładu nie będę zbyt często wyjmować, ponieważ planowo powinien również wystarczyć mi na dwa lata. Będę notować w nim plany podróżnicze i zrealizowane podróże, śledzić zdrowie i dietę, zapisywać przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale i tak dalej. Część stron pokażę wam niżej w tym wpisie.
  4. Szkicownik. Tak się składa, że format A5 to jeden z popularniejszych formatów szkicowników i bardzo się cieszę, że jeden będę mieć zawsze przy sobie. Uzbierałam już małą kolekcję szkicowników, które czekały na swoją kolej. Ta właśnie nadeszła!
  5. Prosty pomysł DIY – saszetka na naklejki, wycinki, bilety i tak dalej. To wszystko, co kiedyś chcę wkleić do BuJo, ale nie teraz. Będzie to bardzo prosta rzecz, wykonana ze zwykłej koszulki na kartkę A4, podzielonej na pół.
  6. Luźne kartki, karteczki i tak dalej. Znacie to uczucie, kiedy chcecie coś komuś zapisać, a jedyną rzeczą pod ręką jest wasze piękne BuJo? No właśnie. Dobrze mieć jakieś kartki, najlepiej część z nich od razu pocięta w paski, aby w razie czego jeden spokojnie urwać, bez szkody dla sąsiadujących notesów.
Wkład kalendarzowy z Citrus Book Bindery. Każdy miesiąc zajmuje dwie strony.

Elementy trzeciego wkładu

Trzeci wkład to nie tylko śledzenie i zapisywanie. Dla mnie to przede wszystkim ściągawka z życia. Do najważniejszych stron będę zaglądać naprawdę często, tak jak to robiłam w przypadku poprzednich BuJo. To temu wkładowi poświęciłam najwięcej uwagi (choć i tak uwinęłam się ze wszystkim w dwa dni – moje BuJo to nie średniowieczna księga, aby modlić się nad każdą literą i każdą linią). Zawiera on bardzo dużo elementów, które za chwilę wymienię. Zanim to nastąpi, chciałabym jednak opisać, w jaki sposób ustaliłam ich kolejność. Myślę, że sposób ten może być dla Was przydatny, więc z chęcią się nim podzielę.

Kolejność stron

Jeśli czytaliście mój poprzedni wpis w tematyce Bullet Journal, wiecie że jedną z wad poprzedniego zagospodarowania notesu była zbyt przypadkowa kolejność pojawiających się tam stron z tak zwanymi trackerami, kolekcjami, informacjami, do których wraca się co chwila. Wiązało się to głównie z kolejnością ich powstawania. Ponieważ wtedy skupiłam się głównie na kalendarzu, pozostałe strony tworzyłam już później, często dopiero w momencie kiedy ich potrzebowałam. Tym razem treść większości z nich będzie po prostu przepisanymi i poukładanymi informacjami ze stron notesu ubiegłorocznego.

Jest wiele metod porządkowania informacji o zróżnicowanej tematyce. Dla mnie zdecydowanie najwygodniejszą było zrobienie tego w sposób czysto analogowy. Aby było to bardziej czytelne, opiszę moją metodę w punktach (zdjęcia pod spodem).

  1. Na czystej kartce A4 narysowałam wiele prostokątów poziomych podzielonych na pół. Symbolizują one pojedyncze rozkładówki, czyli dwie sąsiadujące ze sobą strony BuJo.
  2. Bez większego zastanawiania się nad kolejnością, wypisałam na prostokątach (często używając też rysunków, symboli), co powinno się znaleźć na tych stronach. Przykładem będzie na przykład słowo „urodziny” i duże kółko na środku prostokąta, oznaczające że chcę obie strony przeznaczyć na kalendarz urodzin znajomych i rodziny, a graficznie przedstawię rok w formie koła zajmującego większą część rozkładówki.
  3. Następnie powycinałam prostokąty / rozkładówki. Zupełnie nieistotne jest wycięcie wszystkiego równo, liczy się wyłącznie użyteczność. Jeśli kilka prostokątów już na starcie była wypisana w prawidłowej kolejności, mogą one zostać na wspólnym kawałku papieru (np. lista książek do przeczytania, książki przeczytane, filmy, gry, seriale…).
  4. Patrząc na kupkę różnej wielkości kawałków papieru, zastanowiłam się, jak tematycznie można by ją podzielić na kilka mniejszych zbiorów. W moim przypadku było to dość łatwe: część elementów dotyczyła podróży, część zdrowia, część innych osób (urodziny, adresy), część samorozwoju, część rozrywki i tak dalej.
  5. Mając niewielką liczbę stosów karteczek, zastanowiłam się, w jakiej kolejności najwygodniej będzie umieścić je w BuJo. Co chciałabym zobaczyć na pierwszych stronach notesu, co powinno znaleźć się na środku, a jakie strony warto zostawić na sam koniec. Ułożyłam kupki w rzędzie, według ustalonej kolejności.
  6. W obrębie każdej kupki ustaliłam kolejność stron. W miarę możliwości starałam się znaleźć wspólny mianownik pomiędzy poszczególnymi kupkami. Przykładem jest na przykład strona „w co się ubrać w zależności od pogody”, jako coś pomiędzy podróżami a zdrowiem.
  7. W ten sposób ustaliłam kolejność wszystkich stron w moim zeszycie do „kolekcji”. Prawdopodobnie zostanie ona ze mną już naprawdę długo. Każdy dotychczasowy notes budowany był na bazie poprzedniego i z następnymi z pewnością nie będzie inaczej.
Powycinane karteczki ze stronami / rozkładówkami. Daje to o wiele większą swobodę, niż próby segregowania ich przydzielając im numery, kolorując, rysując zbiory i tak dalej. Zdjęcie zrobione jakiś czas po przygotowaniu BuJo, stąd na kartkach widoczne są numerki, dodane przeze mnie później.
Podział na kategorie tematyczne i ostatecznie jedna kupka ze wszystkimi kartkami we właściwej kolejności. Jasne, to samo można zrobić na komputerze. Dla mnie jednak czasem narzędzia analogowe dają o wiele więcej swobody niż jakakolwiek appka.
Na koniec można ponownie narysować podobne prostokąty i uzupełnić je treścią z karteczek. W ten sposób łatwiej zorientować się, co ostatecznie będzie obok siebie – zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy zajmujące tylko połowę rozkładówki. Po prawej test długopisów, zignorujcie go.

Pełna lista

Oto pełna lista stron, według ustalonej przeze mnie kolejności. „[x2]” przy opisie oznacza, że na tę rzecz przeznaczyłam całą rozkładówkę, czyli dwie strony, zamiast jednej.

  • Wish list – things – lista przedmiotów, które chciałabym kiedyś kupić
  • Wish list – memories – podobna lista, tym razem doświadczeń, rzeczy niematerialnych
  • „Fernweh List” – dokąd chciałabym pojechać – z podziałem na miejsca w pobliżu, w Europie i na Świecie [x2]
  • Mapka okolicy z wyrysowanymi liniami kolejowymi (to nie są ulice) do planowania krótkich wypadów [x2]
  • Odwiedzone kraje (lista) – mapka Europy [x2]
  • Mapka świata [x2]
  • Do ogarnięcia przed podróżą – z podziałem na „podczas planowania, tuż przed wyjazdem i osobno ogarnięcie mieszkania”
  • Do spakowania w podróż – lista uniwersalna
  • Sprzątanie – często, co tydzień, co miesiąc (nazwałam to sprzątaniem, ale chodzi o wszelkie nieprzyjemne czynności życia dorosłego – zakupy, pranie i tak dalej)
  • Pomysły na szybkie obiady – same listy potrzebnych składników, aby wiedzieć co trzeba mieć aby w ogóle zacząć [x2]
  • „Health tracker” – tabelka dwuletnia, gdzie będę zaznaczać miesiączki, choroby, bóle głowy i tak dalej
  • Leczenie, wizyty u lekarzy, specjalistów (dentysta, ginekolog, okulista, szczepienia, badania krwi + pozostałe)
  • Wymiary + waga. Ja będę już zawsze gruba, ale warto wiedzieć, jak bardzo.
  • Co założyć kiedy – wykres z listą ubrań w zależności od temperatury
  • Ćwiczenia na poszczególne części ciała – ściągawka [x2]
  • Hiking! Strony związane z górami: co spakować, pomysły na wypady, lista zdobytych szczytów i dużo miejsca na notowanie kolejnych tras [x4]
  • Urodziny i ważne daty [x2]
  • Adresy i telefony
  • Pomysły na wpisy na bloga [x2]
  • Pomysły na DIY [x2]
  • Lista książek do przeczytania, np. poleconych przez znajomych
  • Lista książek przeczytanych w 2020 i 2021 [x2]
  • Obejrzane filmy
  • Śledzenie seriali
  • Gry i gry planszowe
  • Kanały na YouTube warte śledzenia. Bo mam osiem tysięcy kont i każde śledzę innym.
  • Lista naprawdę ulubionych piosenek
  • Flagi świata [x2]
  • Tabelka z cyrylicą [x2]
  • Test długopisów (czyli strona do bazgrolenia)

W przypadku pojawienia się nowych elementów, zostało mi jeszcze parę wolnych stron. Większość rzeczy wymienionych wyżej migruje już z notesu do notesu, więc są to naprawdę przydatne dla mnie strony.

Początkowo myślałam o zrobieniu jakichś ładnych ramek dla tych list, jednak takie zabrałyby niepotrzebnie dużo miejsca. Zamiast tego po prostu ładna taśma washi i napis złotym brushpenem. Kto potrzebuje więcej dekoracji?
W podobnym stylu stworzyłam wszelkie listy książek, filmów itd. więc nie będę ich już tu wrzucać.
Myślę, że te strony to mój największy błąd. Proporcjonalnie powinnam poświęcić dużo miejsca temu, co blisko, a mniej miejscom, których prawdopodobnie i tak nigdy nie zobaczę.
Moja ulubiona mapka. Nie jest to siatka ulic pomiędzy miastami, a istniejące połączenia kolejowe. W ten sposób o wiele łatwiej będzie ogarniać spontaniczne wypady weekendowe, czy po prostu poznać geografię regionu.
Kocham podróżować i odkrywać nowe miejsca. Nawet w epoce internetu, kiedy o wszystkim można przeczytać, nie wychodząc z domu, przeżycie czegoś na własnej skórze daje zupełnie inne doświadczenie. Wiele pięknych miast podbiło moje serce i zdecydowanie chciałabym je zobaczyć ponownie.
Jedno z moich największych marzeń to zwiedzić świat. Na razie moja mapa wygląda tak, jak na zdjęciu powyżej. Liczę jednak na to, że to się szybko zmieni.
Wszyscy mi mówią, że jestem osobą bardzo zorganizowaną. Ja natomiast mam po prostu swoje sposoby. Najważniejszym z nich jest zapisywanie wszystkiego i wracanie do tych notatek jak najczęściej. Lubię też praktyczne rzeczy. Zamiast przygotowywać nową listę rzeczy do spakowania przed każdym wyjazdem, ja po prostu otwieram tę stronę i odhaczam to, co trzeba ołówkiem. Strona po lewej stronie to natomiast nowość w moim BuJo. Wypisałam tu wszystko, co trzeba zrobić, przemyśleć, załatwić, sprawdzić, przed wyruszeniem w drogę. Od kluczowych rzeczy (czy potrzebuję wizy) do prawdziwych błahostek (podlać kwiatki).
Kto potrzebuje listy “sprzątanie”?! Zdecydowanie ja. Uświadomiłam sobie to, przeglądając moje zeszłoroczne BuJo i widząc, ile razy wypisywałam dokładnie te same czynności na stronach tygodniówek. A może wystarczy raz? Zwłaszcza kiedy informację, komu przypada które zadanie, spokojnie można umieścić ołówkiem i zmazać.
Nie cierpię gotować. Jeszcze bardziej niż gotować, nienawidzę myśleć o gotowaniu i o tym, co przyrządzić na obiad. Mój najulubieńszy obiad to gotowe tortellini z marketu, z gotowym sosem, pesto i serem sypanym. A i tak zawsze zapomnę kupić pesto! Te tabelki to krótkie listy składników do stworzenia idealnego obiadu, który łączy w sobie smak, porównywalnie dobre właściwości odżywcze i przede wszystkim czas i prostotę wykonania.
Kiedy ostatnio byłaś u dentysty? Ej, a nie wypada ci wtedy czasem okres? Człowiek w pewnym wieku uświadamia sobie, że nie jest niezniszczalny, a zaniedbania mogą doprowadzić do złych skutków. Poza tym, nie lepiej już mieć to badanie z głowy, odhaczyć w BuJo, zamiast odkładać w nieskończoność?
Lewa strona pt “i tak nie schudniesz”.
Prawa strona natomiast jest o wiele ciekawsza. Przerysowałam ją w całości z zeszłorocznego BuJo, ponieważ jest to chyba jedna z najpraktyczniejszych rzeczy, które można sobie wypisać, będąc tak ubraniowo nieogarniętym jak ja. Bo jak słyszę “10 stopni”, to naprawdę nie wiem, czy to temperatura na gruby szalik i ocieplane skarpety, czy krótki rękawek.
Uprzedzę pytanie – ilustracja w górnej części strony to kolejna taśma washi. Choć nie miałabym problemu z narysowaniem podobnego obrazka, wolałam “pójść na skróty”. Strony o górach mam cztery. Na pierwszej rozpisałam listę rzeczy do zabrania oraz ogarnięcia i pomysły na kolejne trasy. Póki co, wychodzę tylko w trasy jednodniowe, stąd tak krótka lista. Jeśli to się kiedyś zmieni, podeprę się pokazaną wcześniej listą ogólną. Druga strona to lista tras odbytych do tej pory, przepisana z poprzednich notesów. Dzięki temu wiem, gdzie już byłam i co mogę polecić w razie, gdyby ktoś pytał. Nie, nie mam pamięci do tych niemieckich nazw. Kolejne dwie strony (nie przedstawione na zdjęciu) będą zawierać wypady z tego roku i kolejnego. Jeśli wypadnie ich zbyt wiele, zawsze mogę dokleić kartkę czy dwie.
Zawsze, kiedy wizualizuję sobie rok, widzę go w takiej właśnie formie – koło (tutaj uproszczone do dwunastokąta) z latem na górze i zimą na dole. W ten sposób narysowałam już kalendarz dat i urodzin dwa lata temu i to mi się sprawdziło. Wokół odpowiednio dużo miejsca na dodanie kolejnych terminów, choć już w takiej formie strona prezentuje się całkiem ładnie (pomimo paskudnej typografii).
Czasami wpadną mi do głowy pomysły na coś, co chciałabym zrobić własnoręcznie. Jest to: a) pod prysznicem, b) w pracy, c) kiedy z jakiegokolwiek powodu nie mam czasu lub możliwości je zrealizować. Gdy jednak wreszcie mam czas, nagle wszystkie te idee znikają z mojej pamięci i choć chcę coś zrobić, to nie wiem co. Od dzisiaj będę więc notować te pomysły dokładnie tutaj. Podobną stronę mam dla pomysłów związanych z blogiem, więc nie będę już powielać.

Jak widać na powyższych zdjęciach, nie poświęciłam zbyt wiele czasu na przygotowanie tego notesu. Nie ma tu praktycznie ani jednego rysunku, większość linii narysowanych jest bez wykorzystania linijki i w przypadku żadnej strony nie zrobiłam wcześniej projektu czy wstępnej kompozycji (za wyjątkiem miniaturki na prostokącikach, pokazanych wcześniej).

Zawsze powtarzam, że bullet journal powinien być przede wszystkim praktyczny i użyteczny. Wiele osób na siłę szuka pomysłów na piękne tabelki i dekoracje na stronach typu Pinterest. Jest to oczywiście w porządku – zwłaszcza, kiedy prowadzenie takiego BuJo sprawia przyjemność, relaksuje i tak dalej. Chcę tylko pokazać, że tak nie musi być. Nie przejmujcie się, że coś jest krzywo, że ramki wyszły nierównej wielkości czy że gdzieś tam wkradł się błąd. Gdyby nauczyciel geografii spojrzał na moje mapki, pewnie załamałby się na miejscu. Gdyby znany projektant miał wystawić ocenę mojemu notesowi, pewnie wylądowałabym pomiędzy Świnką Peppą a ubraniami z bazaru.

Na szczęście BuJo to rzecz zupełnie personalna i naprawdę, tylko osoba, do której BuJo należy, może ocenić, czy jest ono tym, czym miało być, czy nie.

Więcej