Kategoria: Sztuka i tworzenie

Martwa dyplomowa

martwa-malarstwo

Zbliża się koniec roku w Plastyku. Do końca przyszłego tygodnia każdy maturzysta musi oddać prace dyplomowe z rysunku i malarstwa. Na szczęście na skończenie pracy z grafiki mam jeszcze jakieś trzy tygodnie.

Martwa natura na dyplom z malarstwa okazała się pracą bardzo żmudną i pochłaniającą mnóstwo czasu. Jest to malarstwo akrylowe na płótnie o wielkości 100x81cm, oprawione w drewniane listewki. Jeśli gdzieś znajdę pierwsze szkice, to dołączę je do tego wpisu.

Poniżej opis tworzenia, szczegóły i zdjęcie ustawionych przedmiotów.

Jak powstawała Martwa

1
2
3
4

Moją metodą jest zaczynanie od wyraźnych kolorów. Czasem je zostawiam, czasem nie – zawsze jednak daje to świeży i żywy efekt końcowy. Zdjęcia niestety w bardzo słabej jakości, bo robione telefonem, na szybko i w na ogół słabym świetle.

Szczegóły

Zbliżenia dla poszczególnych fragmentów.

szczegoly1
szczegoly2
szczegoly3

Zdjęcie

I ostatecznie, zdjęcie ustawionych przedmiotów, wrzucam je jako gratis, aby każdy mógł sobie porównać do mojej malarskiej interpretacji.

zdjecie

Wernisaż prac dyplomowych ostatnich klas odbędzie się 5 kwietnia o 17:00 w Filharmonii Świętokrzyskiej. Jak ktoś ma okazję, to może przyjść, „popodziwiać”.

Więcej

Nie rozumiem nowoczesnego logodesignu

Być może jednak istnieje jakaś konserwatywna część mnie, bo kompletnie nie ogarniam tych nowych mód w grafice. Nie będę pisała o stronach z „kafelkami”, bo ostatnio to dość rozgrzebany temat i już praktycznie nie ma co dodawać – napiszę tylko, że jak dla mnie takie rozwiązanie jest w ogóle niepraktyczne, niewygodne i nieintuicyjne, oraz że nadaje się jedynie na urządzenia mobilne z dotykowymi ekranami (a i tak większość powie, że to piękne cudne i takie wspaniałe). Dzisiaj jednak chciałabym omówić drugą rzecz, która po prostu budzi we mnie psychiczny dyskomfort i po prostu notka o tym musiała pojawić się prędzej czy później na moim blogu. Zajmę się mianowicie tematem skrajnego minimalizmu w logach.

Jakiś czas temu sama uważałam, że logo powinno mieć jak najmniej elementów, jak najmniej kolorów i sprowadzać się do prostych kształtów. Patrząc na kiczowate znaki firmowe, które niczym nie różnią się od słynnych clipartów, zawsze powtarzałam sobie i innym: nie nawalajcie obrazków w loga, nie róbcie z niego targu w Skarżysku, bo to wygląda jak dziadostwo i razi w moje poczucie estetyki. A potem zobaczyłam to.

Myślałam, że to tylko chwilowy trend, tymczasowa fanaberia leniwych designerów. Jednak, jak się okazuje, coraz więcej firm postanawia wykonać rebranding logo na, nie tyle minimalistyczne, co na wręcz skrajnie obdarte ze wszystkich skojarzeń i funkcji. Nie będę pisać, że Microsoft był pierwszy, ale z pewnością był największy. Rezygnuje się z zakorzenionych w kulturze i zapamiętanych przez klientów symboli na rzecz strzałeczek i kółeczek, które z niczym się nie kojarzą i przede wszystkim – niczym się nie wyróżniają. W logotypach zaczęły pojawiać się wręcz neoplastycystyczne tendencje do ograniczania się aż ponad wszelkie wyobrażenia.

Niby takie upraszczanie widoczne było już dawno temu, jednak teraz stało się to tak masowe. Podczas gdy nowoczesne metody druku pozwalają na coraz to lepsze jakościowo przedstawienie znaku na dowolnym materiale, firmy wracają do figurek, które nie wymagają praktycznie niczego. Być może w tym olbrzymim tworze jakim jest kultura, skończyły się już pomysły na rzeczy oryginalne i ciekawe?

Poniżej zbiór 10 znaków, na które rzucam hejting skondensowany:


microsoft

O Microsofcie pisałam już jakiś czas temu. Logo nie podoba mi się, brakuje w nim oryginalności i cech charakterystycznych. Nawet jeśli nawiązuje do wyglądu interfejsu w nowym Windowsie, to i tak według mnie to za mało. Logo powinno się z czymś kojarzyć – to kojarzy się co najwyżej z czterema kwadratami.


pekao

Nie mam pojęcia, dlaczego postanowiono zrezygnować z zapamiętanego przez wszystkich żubra na korzyść czerwonego kółka przeciętego białą kupą. Font został dopasowany tak, aby w obecnym zestawieniu znaków, odległości między nimi wydawały się nierówne i niemiłe w odbiorze.


getin bank

Zielona strzałeczka, która ładnie komponuje się na plakatach czy jako dekoracja budynku, nie jest oryginalna i z niczym się nie kojarzy. Prawdopodobnie ma zachęcać do wejścia do środka, jednak nadal nawet nie sugeruje to branży czy typu firmy. Według mnie, przypomina raczej strzałkę nad wiejskim marketem.


pzu

Olbrzymie pieniądze za wymianę herbu kojarzącego się z tradycją i długim żywotem firmy, na kółeczko w obwódce oraz z trzema literkami wewnątrz. Napis „PZU” został dodatkowo delikatnie zdeformowany (widać po dokładnym przyjrzeniu się), tak aby wyglądało brzydziej. Jedynym plusem tutaj jest zachowanie proporcji liter w nazwie – ta charakterystyczna duża Z-ka, która jednak bez szeryfów niezbyt przypomina tamtą.


mkidn

Trochę odchodząc od tematu kółeczek i strzałeczek, logo składające się z samego napisu zwyczajną czcionką z jedynie małą zmianą wielkości czcionki oraz zróżnicowaniem na dwa kolory. Dodatkowo nowocześnie zostawiona przestrzeń na dole sprawia, że muszę napisać coś więcej, aby nie zostawić brzydkiego miejsca na blogu. Wiem, że odgrzebałam nie aż tak nowe logo, ale w pewnym sensie wpisuje się w temat. Logotyp poprzedni (przed chyba 2009 rokiem) miał swój urok i w bogactwie ozdób fonta nie było kiczu, a wręcz kojarzyło się z zabytkowymi budynkami i dekoracjami ich wnętrz. Nowe logo jest w porównaniu nijakie.


warta

Logo, które nie tylko straciło wiele elementów wizualnych, ale także część litery „t” w swojej nazwie :D. Ja wiem, że to było tak, że firma została przejęta i tak dalej i tak dalej, ale nowy znak graficzny niczego sobą nie reprezentuje, poza nawiązywaniem do nowego właściciela. Dodatkowo, nie wiem, dlaczego, ale to „t” budzi mój psychiczny dyskomfort obok tego „r”. Jakoś tak się gryzie jak zestawienie kolorystyczne soczystej zieleni z różem.


ck zamek

Kiedy zobaczyłam to po raz pierwszy, wręcz usłyszałam w swojej głowie: „Dlaczego?!”. Jako, że nigdy nie byłam w Poznaniu, nie miałam okazji zobaczyć tego logotypu nigdzie na żywo. Jestem jednak wręcz przekonana, że gdybym zobaczyła w jakimkolwiek miejscu te cztery „foremki” nie wiedząc o nich wcześniej, pomyślałabym, że to zakodowane w tajemniczy i znany tylko tubylcom sposób znaczniki pokazujące drogę, na przykład do najbliższej toalety. Kiedy jednak okazuje się, że to naprawdę jest logo, zaczynam się zastanawiać, dlaczego coś takiego w ogóle zostało przyjęte? Elementy, rozsiane po pustej przestrzeni, bez żadnej spójności między sobą, bez nawiązania jeden do drugiego. Logotyp (nazwa) w ogóle osobno, pod spodem, wprowadzający kolejny, niepasujący jakoś, kolor… Czy to mapa placu zabaw, czy może jakiś śmieszny interfejs nieistniejącego urządzenia? Nie wiem, nie mam pojęcia, co autor miał na myśli.


muzeum zydow

Czas na powrót do kwadracików – tym razem logo Muzeum Historii Żydów Polskich, które nie kojarzy się ani z muzealnictwem, ani z historią, ani z Żydami, ani nawet z Polską. W artykułach na temat tego loga można przeczytać o nieprzypadkowości dobranego fonta itd., ale nie sądzę, aby dla większości odbiorców powyższy znak był czymś więcej niż zbitką kwadracików i napisem. No może jeszcze przypomina trochę tunele z Pacmana czy innej gry tego typu.


poczta polska

Sowiecki Małysz! A może to abstrakcyjno-futurystyczne przedstawienie faz łapania Pokemona za pomocą Pokeballa. Nie, to tylko propozycja nowego logo dla Poczty Polskiej. Ta żółta łapa to coś nawiązującego proporcjami do znanej wszystkim „trąbki”, a czerwone tło nie ma nic wspólnego ze Związkiem Radzieckim. Nadal jednak nie mam pojęcia, dlaczego ktoś w ogóle wziął pod uwagę zmianę znanego wszystkim i bogatego w tradycję loga na taki kiczek jak widać powyżej.


mkidn

Podpunkt dodany już po opublikowaniu wpisu. To logo wymagało dodania. Okazuje się, że miasto Łódź zaskakuje niezwykłym logodesignem – oprócz przykładu widocznego obok, dwa dodatkowe: LodzAirport oraz Lodz European Capital of Culture 2016. Nie wszystkie te loga wpisują się w obrany nurt minimalizmu, ale jako że nawiązują do siebie nawzajem i są brzydkie – umieszczam je gratis. To miasto tego potrzebuje. Dodatkowo trochę podobne kompozycyjnie te loga do tego z Poznania.


logo

Na koniec prezent ode mnie – logo wykonane specjalnie na potrzebę tej notki (zabrakło do dziesięciu xD). Napis uwielbianą przez wszystkich czcionką i odpowiednio dobrany, wręcz wyszukany sygnet będący różowym kołem. I hope you’ll like it.


Szczerze mówiąc – nie rozumiem. Nie wiem, dlaczego tak wiele osób ceni tak skrajny minimalizm, który pozbawia logo oryginalności. Może i wygląda czysto i schludnie i ładnie komponuje się na każdej przestrzeni, jednak jeśli tak dalej pójdzie, to coraz więcej logów będzie wyglądało tak samo, coraz trudniej będzie udowodnić plagiat i pojęcie designu stanie się kojarzone z machnięciem kwadraciku czy kółeczka w Paincie. Nie od dziś wiadomo, że liczą się kontakty i najwięcej na tworzeniu grafiki zarabiają krewni i znajomi właścicieli firm, jednak powoli tworzenie grafiki użytkowej zaczyna odbiegać od terminu „sztuka”. Zaczyna przestawać wymagać kreatywności i zastanawiania się nad projektem, komponowania i próbowania. Za to rozpoczyna ujednolicanie i sprowadzanie do zrobienia rzeczy jak najbardziej podobnymi.

Tak tylko na koniec dodam – zachęcam do dyskusji na temat wpisu, jednak proszę o nie podawanie argumentów ad personam. Wiem, że moje loga nie są idealne i brakuje mi umiejętności i doświadczenia, jednak mam jeszcze czas to nadrobić. Nie zmienia to faktu, że swoje zdanie i swoje poczucie estetyki mam. Jako iż powyższego posta opublikowałam na swoim blogu, chyba oczywistym jest, że wszystko powyżej napisane jest opinią subiektywną i nawet nie udającą obiektywizmu.

Czy znajdzie się wśród osób czytających ten wpis jakiś miłośnik skrajnego minimalizmu?

Więcej

Bliss

Nareszcie skończyłam moją animację. Trwało to latami, aczkolwiek wyrobiłam się przed minięciem triala After Effectsa ;D. Można powiedzieć, że to moja pierwsza próba w animacji tego typu i pewnie nie ostatnia. Szczerze mówiąc, efekt końcowy odbiega lekko od zamysłu jaki pojawił się przed rozpoczęciem realizacji, ale chyba tragedii nie ma. Dowiedziałam się niestety, jak wiele czasu zajmuje zrobienie krótkiej animacji, nawet jeśli rysuje się syntetycznie i w sposób maksymalnie uproszczony. Oto filmik:

Więcej

Przygoda z grafiką tradycyjną

obrazek

Ten wpis będzie miał zupełnie inny charakter niż większość poprzednich. Żeby tak nie przyzwyczajać odwiedzających bloga do wiecznego narzekania, tym razem będzie bardziej pozytywnie. Otóż wpadłam na pomysł, aby podsumować moją trzyletnią przygodę z grafiką tradycyjną. Dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź jest prosta – obecnie kończy się etap poznawania nowych technik, czas próbowania stosować je na małych formatach, a zaczyna przygotowywanie się do czegoś większego, czym jest praca dyplomowa. Postaram się znaleźć wszystkie nadające się do pokazania prace graficzne jakie do tej pory zrobiłam i poukładać je w kolejności chronologicznej.

Zacznę od czegoś naprawdę podstawowego, a konkretniej od monotypii. Było to jedno z pierwszych ćwiczeń, na samym początku pierwszej klasy. Zachowało się jedno zdjęcie, niezbyt dobrej jakości, ale chyba każdy widzi o co chodzi. Proste odbijanie farby za pomocą ołówka i innych przedmiotów tego typu, korzystając z ksero jakiegoś znanego dzieła. U mnie jest to taka tam ukradziona praca Salvadora Dalí.

monotypia

Kolejną zabawą z farbą graficzną było wykonanie kolografii. Bardzo śmieszna, ale na dłuższą metę niezbyt profesjonalna technika, if you know what I mean. Dla podkreślenia tragizmu sytuacji dołączę jeszcze zdjęcie matrycy.

kolografia

Prawdziwa przygoda z grafiką zaczęła się, kiedy wykonałam swój pierwszy w życiu linoryt. Jeszcze wtedy denerwowała mnie ta technika i ogólnie głupie dziecko byłam. Teraz widzę, jak przyjemne może być dłubanie w kawałku gumolitu. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo robienie w nim nieskończonej ilości rowów potrafi człowieka odstresować.

linoryt1

Kolejny mój linoryt był zdecydowanie lepszy. Tym razem tematyką była inspiracja twórczością Leonarda da Vinci. W jakimś albumie z jego szkicami znalazłam coś podobnego i tak oto powstało to coś:

linoryt2

Następnie poznałam taką śmieszną technikę jaką jest gipsoryt. Jak dla mnie to jest to coś zupełnie niepraktycznego, ale warto było spróbować. Niestety odbitki powstały tylko 2 czy 3, bo później matryca się zupełnie starła i musiałabym wszystko robić od początku. Gips jednak jest zbyt kruchy, aby się na nim swobodnie powyżywać. Taka mała odbiteczka małego gipsoryciku:

gipsoryt

Następnie taki koszmarny folioryt. Uważam, że to moja jedna z najgorszych prac ever, ale jak już wrzucam całokształt twórczości, to niech już będzie, może inne prace dzięki temu będą prezentować się lepiej na zasadzie kontrastu. Sama technika foliorytu jest naprawdę przyjemna, ale kojarzy się trochę z typowym rysowaniem, więc raczej wolę linoryt.

folioryt

Teraz znowu dwa bardzo małe linoryciki, zrobione tak na szybko, bo jakąś fazę miałam i mi się chciało robić ponad program ;D Pierwszy z nich to taki sobie kosmos, na którego pomysł powstał w busie. Ogólnie jak wiele moich pomysłów powstało w środkach komunikacji publicznej ;D

linoryt3
linoryt4

Wchodzi kolejna technika, jaką jest drzeworyt. Szczerze mówiąc, nie przypadła mi do gustu. Efekt końcowy niewiele różni się od linorytu, a samej pracy jest nieporównywalnie więcej. Kawałek drewna nigdy nie był moim przyjacielem i lubił stawiać opór. Potem jeszcze toto trzeba było smarować farbą i smarować i smarować, bo przyjmowało o wiele jej więcej niż poprzednie matryce. Za to jeżeli chodzi o moją pracę, to myślę, że zasługuje ona na określenie „jedna z lepszych”, głównie dzięki kompozycji która wreszcie jakoś wyszła. Sam pomysł pojawił się w stanie niezupełnej trzeźwości, ale to już inna historia.

I powrót do linorytu… Tak, polubiłam zupełnie tą technikę i będę w niej robić as many works as possible. Tym razem temat był bardziej konkretny, bo praca miała iść na konkurs „Labirynt wyobraźni”, gdzie w tym roku treścią miała być dżungla w dowolnej interpretacji. Oto moja:

linoryt5

I teraz czas na kolejną technikę… Sucha igła! Bardzo fajny sposób przygotowania matrycy (pomijając fakt, że projekt nijak nie chciał się na nią odbić) i efekt końcowy też zadowalający. Oto praca pod tytułem „Żywot kranu poczciwego”, a więcej o samej postaci uosobionego przedmiotu znajduje się w opisie pod obrazkiem na deviantARTcie:

sucha_igla

I ostatnia moja praca – mezzotinta. Kiedy usłyszałam o tej technice, od razu wiedziałam, że muszę chociaż spróbować się z tym pobawić. Po nieszczęsnym chwiejakowaniu, cała reszta pracy była czysta przyjemnością, a i efekt – ze względu na cechy charakterystyczne mezzotinty ogólnie – jest niezły. Uwielbiam rysowanie światłem a nie cieniem, dlatego ta technika była dla mnie po prostu wspaniała.

mezzotinta

No, teraz dopiero widać, jak tego wszystkiego dużo. Mam nadzieję, że widać jakiś postęp – stanie w miejscu jest cofaniem się. Następna będzie praca dyplomowa. Już się jej boję.

Więcej

Porównanie życia do sztuki inaczej

Nie będę bawiła się teraz we wstępy (właśnie przed chwilą cały akapit poznał potęgę klawisza dilit), po prostu napiszę, co bym chciała i „wrócę” do lekcji. Czasem po prostu grafomania jest na tyle wkurzająca, że nie pozwoli mi się za cokolwiek zabrać, zanim nie postukam trochę w klawiaturę.

Wczoraj przyszło mi na myśl pewne porównanie. Mówi się ogólnie, że życie jest sztuką, ale tym razem znalazłam zupełnie odmienny argument od tych, które do tej pory słyszałam. Można wręcz powiedzieć, że przy nim wszystkie inne zdały mi się nagle dziecinnym schematem, powtarzanym przez wszystkich mądrych, bo tak. Moje porównanie skupia się bardziej na tym, czego ja doświadczyłam i nadal doświadczam w swoim życiu, które jednak zmienia się z każdą chwilą.

Rozwijanie umiejętności plastycznych jest takim obrazem rozwoju ludzkiego umysłu. Zaczyna się od zera, zawsze. Potem, już na sam start człowiek atakowany jest przeróżnymi schematami – niektóre z nich są zupełnie oczywiste do odrzucenia: wiara w świętego Mikołaja, rysowanie oczu jako dwóch czarnych kropek. Dowiadujemy się coraz więcej, ale nie są to zawsze rzeczy prawdziwe – w wieku dziecięcym zazwyczaj są to durne szablony myśli, jak to, kim mamy być, w co wierzyć, jak się zachowywać. Kiedy dziecko uczy się rysować, zwraca uwagę na postacie w malowankach, kreskówkach – ich śmieszne kilkuwarstwowe oczy, kuliste twarze, malutkie lub olbrzymie dłonie (w zależności od tego, skąd czerpie „inspirację”) i tak dalej. Potem kontynuuje tę drogę, przerzucając się z jednych schematów na drugie, wzorując się na innych ludziach, choć niekoniecznie na właściwych.

I pewnego dnia nagle taki człowiek zauważa, że w rzeczywistości efekty jego rozwoju niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. Uświadamia sobie, że oczy to tak naprawdę nie dwie czarne kropki i tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaki mają kształt, bo z każdej strony widoczna ich część wygląda inaczej. Dodatkowo okazuje się, że o wiele trudniej jest narysować coś, patrząc na to, niż po raz kolejny kopiować jakiś tam zapamiętany model. To zupełnie to samo, co spotyka człowieka, kiedy nagle wpada on na myśl, że w sumie to dlaczego ma zachowywać się zupełnie tak, jak powiedzieli mu inni, skoro ma swój własny umysł i swój własny wzrok, którym może dostrzec coś lepiej i samodzielnie.

Jednak to dopiero sam początek. W sumie to chyba nikt w pełni nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele rzeczy zostało mu wbite do głowy za młodu. Jednak jeśli się już porządnie ruszyło tę maszynę obserwacji świata, to zaczyna się coraz dokładniej to wszystko analizować. Zaczyna się też szukać wskazówek do zrozumienia tego wszystkiego, ale tym razem filtrując według swojego, już rozbudowanego umysłu. Nie mówi się „mogę przyjąć, że tak jest”, tylko „rzeczywiście tak jest, to zgadza się z tym, co widzę”. Kiedy ktoś uczy się malować, to po jakimś czasie zaczyna zauważać, że jednak relatywizm istnieje, a kolor lokalny jakiegoś przedmiotu, to tylko kolejny szablon, który trzeba odrzucić. Także światła i cienie przestają być czarno-białe. Zaczyna się zauważać ich odbicia na innych elementach, przestaje się traktować przedmiot jako coś co jest koloru X i kształtu Y, a zaczyna się mu bacznie przyglądać. I coraz więcej się zauważa. Zupełnie jak w życiu, prawda? Przeciętny, wręcz stereotypowy człowiek, idzie drogą wyznaczoną przez innych. Szuka pracy w gazetkach, nawet nie myśląc o istnieniu możliwości pracy na własną rękę. Przykładem oczywiście są ci wszyscy ludzie, w tym i ja, którzy w tym momencie przyznają się, że w wieku dziecięcym myślały, że jest jedna religia, a kiedy dowiedziały się, że są też i inne, długo nie przyszło im na myśl, że można nie być wyznawcą żadnej. Po prostu istniał taki schemat, który był jak to rysowanie noska w kształcie literki „L”.

Jednak pięknym jest to dostrzeganie coraz większej ilości niezupełnie prawdziwych rzeczy i pozwalaniu im zniknąć pod wpływem wiedzy. I może nawet nie takim złym jest to, że nigdy nie wiemy, w którym momencie poznania rzeczywistości nam dostępnej jesteśmy, a ile jeszcze schematów w nas siedzi i tylko czeka na wyrzucenie. Rozwój jest piękny.

Więcej

Trzcionka

Zrobiłam własną czcionkę. Można pobrać ją tutaj:

trzcionka

To tak aby nie było, że wiecznie nic nie robię.

EDIT: A ponieważ mi się nudzi, to wrzucę jeszcze tutaj kilka obrazków przedstawiających działania wykonywane w celu utworzenia tej czcionki.

Zaczęło się od pisania piórkiem na papierze śniadaniowym z podklejoną od spodu kartką w kratkę [link]. Potem pobawienie się w wyostrzanie itp zdjęcia, tak, aby było jak najbardziej czytelne [link]. Następnie każda literka została po kolei przekopiowana osobno do nowego pliku [link] i zwektoryzowana. Efekt końcowy: [link].

Więcej

Kompozycje

Ten łikend postanowiłam poświęcić na zrobienie zaległej pracy domowej z podstaw projektowania. Ponieważ wyszła nie najgorzej, a patrząc kategorią „jak na mnie” – bardzo dobrze, postanowiłam ją tu umieścić.

Oto układ wstęgowy, zwany również rzędowym:

Układ wstęgowy

A to rozeta – czyli układ centralny – do kompletu:

Rozeta

Jak ktoś będzie chciał sobie wybudować kościół, to może tego użyć na dekorację ściany xP.

Jak już coś piszę, to aby wpis nie był taki krótki to dodam jeszcze to: postanowiłam nauczyć się html’a. Mam nadzieję, że wyniknie z tego coś więcej niż z gry na gitarze / nauki japońskiego / całej masy rzeczy, za które się brałam i po krótkim czasie rezygnowałam.

Więcej

Jabłka

Dzisiaj nareszcie rozpakowałam moje temperki (żegnajcie przeterminowane plakatówki z podstawówki). Na rysunek i malarstwo mieliśmy na pracę domową oprócz hiperka namalować na A4 trzy obrazki przedstawiające czerwone jabłka na czerwonym tle. No moje jabłka nie są całkiem czerwone, ale trudno. No i jak już o nich mowa, to w sumie nawet nie przypominają jabłek (tzn. te namalowane; te żywe były bardzo jabłkowate). Ale dobra, będę dużo malować, to się nauczę. Poza tym jak już narzekam, to nie mogę zapomnieć o tym, że kartka z bloku technicznego jest dla mnie za miękka (nie ma to jak oszczędzać farby kosztem wody xD) oraz że skaner powytegowywał wszelkie kolory.

Po pierwszym widać, że był pierwszy. Dobra, malowanie to nie jest moja najmocniejsza strona jeśli chodzi o plastykę… Ale może to się jeszcze zmieni^^. Oby…

Chociaż drugi obrazek najbardziej mnie się podoba, nie jestem z niego zadowolona. To coś po prawej stronie, co pierwotnie miało być jabłkiem, nie przypomina jabłka.

Po ostatnim widać, że ostatni :D. Tak, zmęczyłam się… Chociaż raczej bardziej by tu pasowałby zwrot „opuściły mnie chęci”. I w dodatku nie chciało mi się czekać aż dokładnie wyschnie farba, tylko wpakowałam od razu do skanera. Doskonale widać efekty tego działania.
A dobra, dam to na poziom 0, może dowiem się czegoś ciekawego o tych bazgr… obrazkach :D.

Więcej

Kilka prac

Z nieoficjalnych źródeł, czyli od autora, moje prace na podstawy projektowania:

  

Kompozycja otwarta i kompozycja zamknięta, w czterech odcieniach jednego koloru, w tym przypadku niebieskiego + akcent kolorystyczny, czyli czerwień.

Mieliśmy powycinać sobie elementy w domu a nalepiać je w szkole, ale znając życie nie zdążyłabym więc zrobiłam już w domu. Przeznaczyłam na to praktycznie cały weekend, choć i tak praca ma swoje wady. Ale dobra, jak to zwykle bywa „liczy się, że jest”.

Więcej

Początek wstawiania prac na bloga :)

To są tak jakby moje tegoroczne wytwory :) Oczywiście tylko kilka z nich, bo zawsze zapominam po moich paskudztwach zostawić pamiątki. Mam jeszcze na kompie „dzieła” sprzed roku nawet, ale nie przyznaję się do nich. Gdybym tego nie przeżyła, to w życiu bym nie pomyślała, że tak szybko przestanę rysować na poziomie podstawówki :). Ale do mistrzostwa jeszcze daleko. Z tego powodu pomijając pracę na podstawy projektowania nie wstawiam tutaj żadnych rysunków. Za to jest „ślimok” z gliny oraz kilka ujęć rzeźby psa – pierwszego glinianego psa, któremu nie odpadła głowa zanim go skończyłam :). No ina końcu kolografia z grafiki – matryca i odbitka. Monotypii (którą robiliśmy wcześniej) nie wstawię, bo gdzieś przepadło zdjęcie, ale może to i dobrze, bo i tak była paskudna ^^”.

img1
img2
img3
img4
img5
img6
img7
img8
Więcej