Smog

Polska to piękny kraj, mało kto temu zaprzeczy. Niestety, ten stan nie potrwa wiecznie. Z jednej strony wycinane są cenne lasy i puszcze, nawet te podobno objęte ochroną, z drugiej władzom nie przeszkadza tragiczna jakość powietrza. Podczas gdy statystyki alarmują o kilkukrotnie przekraczanych normach zanieczyszczenia, ministrowie bagatelizują problem. Jak przeczytałam, że minister zdrowia uznał, że problem jest tylko teoretyczny, bo i tak ludzie palą papierosy, to nie wiedziałam czy wybuchnąć od razu ze złości czy tylko zacisnąć mocno pięści i wstrzymać oddech.  Ja nie palę! Dlaczego też mam oddychać tym smrodem?!

Zresztą, problem jest o wiele większy. Bo możemy założyć, że smog jest tymczasowy. Że statystyki są przekłamane, że te kilkadziesiąt tysięcy Polaków rocznie po prostu miało pecha. Wybrało sobie zły fragment powietrza do wciągnięcia nosem. Problemem jest wieczna ignorancja w kwestiach środowiska. Brak jakiejś większej strategii ekologicznej, poza normami narzucanymi przez Unię. Problemem jest to, że wciąż promowany jest transport indywidualny jako najwygodniejszy środek transportu i… najtańszy. Już w dwie osoby często bardziej opłaca się cenowo dotrzeć w niektóre miejsca samochodem. Poza centrami dużych miast jest to szczególnie widoczne. A jeśli dochodzą do tego niskie częstotliwości odjazdów pojazdów komunikacji publicznej z przystanków, to wybór środka lokomocji nasuwa się sam.

smog
Nie wszystkie zanieczyszczenia widać w powietrzu. Aby przedstawić tragizm sytuacji pozwoliłam sobie je zwizualizować.

I tutaj również przyczyna jest głębsza. Ludzie mieszkają coraz dalej od centrów miast, podczas gdy to w nich pracują i spędzają większość dnia. Dojeżdżając codziennie do swoich sypialni, często ciężkimi samochodami, dodają swoje ziarenko do ogólnego zanieczyszczenia. Nie ich wina, że miał być autobus, ale w końcu go nie ma. Nie opłaca się puszczać nowej linii dla czterech osób. Musiałaby jeździć na tyle rzadko, żeby zebrać pasażerów – a to z kolei zniechęciłoby ich jeszcze bardziej. Tak więc dojeżdża się z tych przedmieść dwa razy dziennie i w weekendy na zakupy. Niektóre rodziny mają po kilka samochodów, bo ich członkowie pracują w innych częściach miast. Ale warto zwrócić uwagę na przyczynę powstawania takich osiedli, oddalonych często wiele kilometrów od śródmieścia.

Wiadomo, ziemia jest tańsza, więc i klient dewelopera mniej zapłaci, chętniej kupi. Być może mieszkanie za obwodnicą to nie do końca jego szczyt marzeń, ale przynajmniej ma swoje własne cztery ściany z ogródkiem. Za to do szkoły samochodem, do sklepu samochodem, do kościoła samochodem i do znajomych samochodem. The American Dream, połlysz edyszyn. Czekam na likwidację zabudowy śródmieść, aby pomiędzy biurowce i parkingi wcisnąć drogi szybkiego ruchu, albo – po nieznacznej zmianie prawa – i autostrady. O to chodzi?

Dlaczego w ogóle planuje się osiedla w takich miejscach? Jeśli na danym terenie nie funkcjonuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, to trzeba uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, które otrzymuje się wyłącznie w sytuacji kiedy dana działka posiada dostęp do drogi publicznej, oraz co najmniej jedna z sąsiednich działek jest zabudowana, nie mówiąc już o braku konieczności odrolnienia. A przecież w miejscach, gdzie powstają tego typu osiedla nie ma ani drogi, ani domów. W takim razie miejscowy plan zagospodarowania musi istnieć, więc wszystkiemu winne są miasta.

Te same miasta, które stale zwiększają ceny biletów na komunikację publiczną. Ta oczywiście jest coraz nowsza, coraz ładniejsza i czystsza, choć w każdej części Polski czasem można trafić na starego klekota z brudną tapicerką. Najgorsze chyba jednak są pociągi dalekobieżne. Mój bilet z ulgą 51% jest często nielogicznie drogi i totalnie nie rozumiem, jak można płacić ponad dwa razy więcej za podróż w ośmioosobowym przedziale lub – o zgrozo – na korytarzu. Toalety składające się najczęściej z dziury wyrzucającej nieczystości na tory. No i  pozostałe atrakcje, m.in.: współpasażerowie, którzy wyraźnie bardziej wolą wódkę niż wodę, niedziałająca klimatyzacja, ogrzewanie, oświetlenie, niezamykające się okna (lub niedające się otworzyć)…

Nawet ja, przeciwniczka komunikacji indywidualnej, postanowiłam zrobić wreszcie prawo jazdy. Naprawdę, nie chcę smrodzić spalinami, nie chcę swoim trybem życia wspierać przemysłu rafineryjnego i nie chcę dodawać tych kilku metrów sześciennych objętości auta do smutnej rzeczywistości centrów miast, zamieniających się w parkingi. Tylko miałam trochę za dużo czasu na myślenie, kiedy po wyjściu z zakupami z Auchana musiałam czekać pół godziny na autobus, lub kiedy dotarcie do znajomych z jedną przesiadką zajęło ponad godzinę.

Na pewno nie chcę usprawiedliwiać kierowców. Zawsze smuci mnie ten widok, kiedy wyjdę na ulicę i zacznę w głowie ustalać statystykę, ile pasażerów średnio zawiera jeden samochód na drodze. Nie zawsze ta liczba wykracza ponad 1, a jeśli już, to ledwo. Ludzie wolą jeździć samochodem nawet w pojedynkę, niż wsiąść do autobusu czy tramwaju. W końcu system zarządzania sygnalizacją świetlną został ustawiony w taki sposób, aby minimalizować korki. Tak zwana święta przepustowość. Tymczasem ludzie czekający na przejściu dla pieszych spóźniają się na tramwaj czy kolejkę.

Wracając do osiedli z dala od centrów miast. Drugą rzeczą (poza liniami komunikacji publicznej), której nie opłaca się do nich prowadzić, są sieci ciepłownicze. Indywidualne piecyki, w których ludzie palą prawie wszystkim to kolejny sprzymierzeniec smogu. Rozwój współczesnych technologii, źródła energii odnawialnej, powinny zbliżać społeczeństwo do poradzenia sobie z problemami zanieczyszczeń powietrza. Od 1 stycznia tego roku nowo stawiane budynki będą o wiele bardziej energooszczędne i dzięki temu mniej energii będzie potrzebne do ich ogrzania. Tylko co z już istniejącą zabudową, często nieocieploną wcale? Wydaje się ona mało obchodzić polskie władze, które nawet nie wyobrażają sobie wesprzeć wymianę pieców w gospodarstwach domowych. Mam wrażenie, że gdyby nie dyrektywy unijne, to takie wymagania nie pojawiłyby się wcale.

Tymczasem wycinane są kolejne drzewa. Ostatnio wprowadzono ustawę, która ułatwia prywatnym inwestorom wycinkę drzew na swoich działkach, bez konieczności uzyskania pozwoleń (cel niekomercyjny). Już nieraz słyszałam o magicznie chorujących roślinach w momencie, kiedy utrudniają one planowaną zabudowę. Zbyt łatwo potraktować zieleń jako wroga, podczas gdy każde drzewo oczyszcza powietrze i pomaga w regulacji wody w miastach. Obowiązek zrekompensowania wyciętej rośliny też nie załatwia sprawy, bo potrzeba wielu lat aby nowe drzewo uzyskało wielkość usuniętego. Kogo to jednak obchodzi, w czasach, kiedy wycina się Puszczę Białowieską. W końcu jak można płakać za jednym drzewem, kiedy giną lasy?

Oczywiście najłatwiej powiedzieć, że wszystkiemu winne duże fabryki, a działalność szarego człowieka w żaden sposób nie wpływa na smog. Każdy, kto tak twierdzi prawdopodobnie nigdy nie miał sąsiada palącego w piecu pieluchami, co można poczuć z daleka albo nigdy nie odkaszlnął nieszczęśliwie wdychanego powietrza z rury wydechowej przejeżdżającego samochodu. Przecież nie bez powodu to właśnie w okresie grzewczym pojawia się smog.

Według Światowej Organizacji Zdrowia 33 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii Europejskich znajduje się w Polsce. Na szczęście na liście nie ma Gdyni ani Gdańska – głównie dzięki nadmorskiej lokalizacji, ale także przez stosunkowo małe zakorkowanie i duży procent gospodarstw przyłączonych do sieci miejskiej lub wyposażonych w piec gazowy.