Przenosiny

starylej

To musiała być dokładnie przemyślana decyzja, zwłaszcza dla kogoś, kto widząc pędzący tłum, kieruje się w inną stronę. Rozważania za i przeciw były długie, choć bez tego niewielkiego współczynnika jakim jest lenistwo, na pewno już dawno oglądalibyście mojego bloga w takiej odsłonie, na jaką właśnie patrzycie.

Do tej pory nietransparentnie.pl było obsługiwane przez silnik Joggera. Jest to polska platforma blogowa, dająca wiele możliwości (własny szablon, domena) i zintegrowana z XMPP. Zanim rozpopularyzował się Disqus, niezwykle przydatnym było dostawanie powiadomień na komunikator. Jogger też nie wymaga wiele. Być może to kwestia przyzwyczajenia, ale wydaje mi się platformą bardzo logiczną. Pisanie postów w HTMLu, bez śmiesznych generatorów treści, szablon uproszczony maksymalnie, do samego htmla i cssa, ostatecznie javascriptu, nie mówiąc już o prostocie samego postawienia nowej strony. Nie uciekłam z Joggera z powodu jego wad; zrezygnowałam dlatego, że na WordPressie można więcej.

WordPress jest ogromnym narzędziem, ciągle rozbudowywanym. Ma aplikację mobilną i wiele innych udogodnień. Ogromnym ułatwieniem życia są wtyczki, które potrafią odpowiedzieć na niemal każdą moją blogową potrzebę. Chcę, na przykład, aby podczas edycji szablonu z poziomu okienka w kokpicie WP, kolorowało mi składnię – plugin jest, nawet kilka. Wtyczek wyświetlających tytuły konkretnych postów chyba nie zliczę, a dodatków zachęcających do udostępnień w serwisach społecznościowych wolę nawet nie przeglądać. Jedynym problemem, jaki sprawiła mi sama obsługa WP był brak możliwości użycia zewnętrznego obrazka jako miniaturki wpisu. Na to również znalazł się plugin, jednak niepotrafiący zadziałać automatycznie. Ręcznie powybierałam imgurowe obrazki z zawartości pierwszych kilkudziesięciu wpisów, co było dość żmudne, ale nie jakoś specjalnie czasochłonne.

Jednym z powodów do zwlekania z przenosinami na WordPressa było to, że koniecznie nie chciałam używać na swoim blogu cudzego szablonu. Stworzenie własnego, natomiast, (bez znajomości WP) wydawało się wymagać naprawdę dużo czasu. Teraz, kiedy mam to za sobą, ciężko mi stwierdzić, czy kodowanie było łatwiejsze czy trudniejsze niż się spodziewałam. Początkowo przeraziła mnie duża ilość kodu php i podzielenie szablonu na poszczególne fragmenty. To drugie przysporzyło mi niemałych problemów – głównie z utworzeniem dwóch loopów – pierwszego z ostatnim postem i drugiego z resztą. Strona, pomimo zastosowania się do instrukcji na WordPress Codex, nie potrafiła zapamiętać ID posta wyświetlanego u góry i powtarzała go w gridzie. Zmiennej $do_not_duplicate trzeba było dwukrotnie powtarzać, że ma być globalna – przy czym podziałało dopiero kiedy umieściłam to w najgłębszych czeluściach kodu – a nie jak w HTMLu czy CSSie – na samym wierzchu lub końcu.

Nie rozpoczęłam kodowania, oczywiście, od zera. Posłużyłam się czystym motywem html5blank, zawierającym tylko podstawowe elementy szablonu. Dzięki temu mogłam poprzeplatać to, co potrafię z tym, co powinno znaleźć się na stronie. Niby było łatwo, ale i tak co chwila wysyłałam swoje pytania do Googli. Nie mam pojęcia jak funkcjonowała edukacja przed powstaniem wyszukiwarek internetowych. Na półce Informatyka w najbliższej bibliotece prawdopodobnie nie zostałaby żadna książka, gdybym zapytała o publikacje z ostatnich 12 miesięcy. Uczenie się na cudzych wypowiedziach na forach internetowych też wydaje mi się niezastąpione. Ostatecznie, przebrnięcie przez WordPressa zajęło mi koło 3-4 dni i nie żałuję poświęconego czasu. Czuję, że nauczyłam się naprawdę wartościowych rzeczy.

Podsumowując:

Co okazało się trudne:

  • Przeniesienie wpisów za pomocą wtyczki JoggerLaunch – wymagało instalacji Ruby oraz programistycznego grzebania, musiałam prosić o pomoc
  • Utworzenie dwóch pętli wpisów w osobnych plikach .php
  • Ustawienie ramki Facebooka tak, aby się dopasowywała do strony – jak się okazuje, trzeba jej nadać maksymalną używaną wartość i w media queries można ją jedynie pomniejszać
  • Dodawanie innych plików niż te zawarte pierwotnie w motywie

Co udało mi się przewidzieć:

  • Kodowanie szablonu – trudniejsza składnia niż na Joggerze, trochę nowych rzeczy do opanowania, ale nic nie do ogarnięcia
  • Problem z obrazkami – słyszałam już wcześniej o jego występowaniu i wiedziałam, że tego nie uniknę
  • Kafelkowanie postów jak zwykle nie szło po mojej myśli, ostatecznie powróciłam do używanego wcześniej skryptu Masonry
  • Że po zmianie permalinków coś na pewno pójdzie nie tak (i że da się to naprawić w 5 minut)

Co zaskoczyło mnie łatwością:

  • Przeniesienie domeny – wydawało mi się, że po wpisaniu adresu będę musiała długo czekać, a tu od razu śmiga
  • Przeniesienie Disqusa – nieprawdopodobnie proste, prawie zaczęłam szukać ukrytych haczyków
  • Edycja szablonu z poziomu kokpitu WP
  • Wgrywanie pluginów
  • Zarządzanie wpisami, ułatwiające znalezienie śmieci do usunięcia i ponowne przydzielenie kategorii, według nowych, bardziej przemyślanych kryteriów

Kiedyś napisałam, że nie zrezygnuję z Joggera. Wydaje mi się, że było to dość niedawno, jednak od tego czasu minęły ponad dwa lata. Za pozostaniem tam przemawiało istnienie społeczności, ale zdałam sobie w końcu sprawę, że bardzo rzadko z tego korzystam. Wpisy na poziomie 0 (czyli wyświetlające się na stronie głównej Joggera) zapewniały dodatkowe wejścia na bloga, ale na ogół brakowało mi pewności, aby tak publikować. Z decyzją o przeniesieniu wahałam się dość długo i potrzebowałam jakiegoś impulsu do działania. Postanowiłam więc duże zmiany, a duże zmiany to chyba to co lubię najbardziej. Nic tak nie motywuje jak zamknięcie jakiegoś etapu i rozpoczęcie czegoś (no może niezupełnie do końca) nowego.