Skąd to „uwstecznianie”?

Wiele osób pisze w zupełnie niepojęty dla mnie sposób. Próbuję odgadnąć, dlaczego. Przekonuję siebie, że mój brak zrozumienia tych tekstów to ich wina. A jednak czuję pewnego rodzaju niechęć, wręcz swoiste obrzydzenie do tego śmiesznego kodu. Dodatkowo ogarnia mnie smutek, kiedy okazuje się, że ktoś spośród moich znajomych, kto na co dzień posługuje się nienaganną polszczyzną, pewnego dnia postanawia przesłać mi wiadomość, której odszyfrowywanie przyprawia mnie o psychiczny dyskomfort.

Pisząc to, mam na myśli te tak często spotykane przeze mnie wypowiedzi, które składają się ze śmiesznych skrótów, dziwacznej interpunkcji, niezrozumiałego szyku zdania i zupełnie nieprzemyślanej treści. Całość brzmi tak, jakby ktoś strasznie się śpieszył – przez co nie trafiał w klawisze: shift, spacja, przecinek. Takie wypowiedzi na ogół obfitują w równoważniki zdań, często występujące w ciągu połączonym kropkami bez odstępu po nich. Co więcej, forma wypowiedzi jest skonstruowana tak, że trudno jest zgadnąć, która część dotyczy czego. Na przykład: „bd jutro.z matmy 4.spalam.bd w sql.?”. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć napisanie smsa o takiej treści. Ktoś dostaje długą wiadomość, zawierającą całą masę pytań, w momencie, kiedy kompletnie nie ma czasu na nią odpowiedzieć, a dodatkowo ma 20 groszy na koncie, więc musisz się zmieścić w jednym smsie. Jednak kiedy widzę, że coś takiego pisane jest normalną klawiaturą przez Internet, aż brak mi słów. I najgorsze jest to, że niektórzy twierdzą, iż jest to język charakterystyczny dla Sieci.

Przeczytałam niedawno artykuł mówiący o tym, że obecna łatwość w dostępie do wiedzy przez Internet przyczynia się do uwsteczniania, do analfabetyzmu, do zaniku umiejętności poprawnego pisania. Tymczasem ja jestem zupełnie przekonana, że ludzie reprezentujący gramatyczną ignorancję wcale nie rodzą się w Sieci. Za każdym razem, kiedy widzę tekst napisany tak jak przedstawiłam to wyżej, mam wrażenie, że czytam coś, co napisał pan Mietek od koparki z komputera żony pana Staszka przy pomocy jego trójki potomstwa.

Z mojej obserwacji wynika z kolei, że językiem dominującym w liczących się tekstach na Internecie są wypowiedzi ładne i przemyślane. To one powinny tworzyć obraz „gramatyki internetowej” w ogólnym rozważaniu – a nie wypowiedzi jednorazowych gości, których jedyną działalnością w Sieci jest sprzedanie traktora na allegro i podlewanie sadzonek w Farmville w czasie przerwy w pracy.

Prawdziwym siedliskiem zła okazuje się strona tablica.pl. Serwis ogłoszeniowy, na którym coś umieścić może praktycznie każdy, staje się pięknym obrazem gramatyki panów Mietków. A typowy pan Mietek bardzo się spieszy, więc na pewno nie zdąży zapoznać się z informacją „po której stronie kropki robi się odstęp”, nie mówiąc już o przypomnieniu sobie o standardzie rozpoczynania zdań wielką literą. Pan Mietek ledwo znajdzie czas, aby wypisać, co tak w ogóle chce sprzedać, za to nie uda mu się zebrać go na tyle, aby porównać napisaną właśnie nazwę produktu do tej na nim widniejącej, nie mówiąc już o wybraniu innej kategorii ogłoszenia niż pierwsza-lepsza. Oczywiście pan Mietek będzie odpisywał na pytania potencjalnych kupców wystawionego przedmiotu. Zapytany o stan techniczny przedmiotu, o możliwość załączenia większej liczby zdjęć czy o kompletność oryginalnych akcesoriów, odpowie tajemniczo: „a kto pyt ?.odp jak bd w dm”, co oznacza oczywiście zainteresowanie osobą kupującego oraz sprawianie pozorów chęci wyjawienia tajemnic, o które pana Mietka zapytano. Kiedy po dwóch dniach ten sam ewentualny nabywca powtórzy swoje pytanie, formułując zdania bardziej rozwlekle i ostrożnie, pan Mietek pokwapi się odpisać: „w zstw toco na zdj .”, co według pana Mietka będzie zupełnie satysfakcjonującą odpowiedzią na wszystkie zadane do tej pory i możliwe do zadania pytania.

Ogólnie, „w obronie godności Internetu”, śmiem zaprzeczyć, iżby twórczość literacka pana Mietka za pośrednictwem serwisu tablica.pl była reprezentatywnym dziełem kultury Sieci. Tym samym, chcę przekazać, że według mnie, mówiąc o wpływie rozwoju Internetu na umiejętności piśmiennicze, powinno brać się pod uwagę te przypadki, które spędziły na Internecie tyle czasu, aby w ogóle można było mówić o oddziaływaniu.

Sama zaryzykowałabym stwierdzenie, że u pana Mietka widoczne są efekty napisania niezwykle dużej liczby smsów, co sugerowałabym argumentując niewygodną i powolną w użyciu klawiaturą telefonu komórkowego, zmuszająca go do ograniczenia formy z korzyścią dla czasu. Drugą sprawą byłyby wysokie jak na polski portfel koszta wysłania każdej wiadomości, co tłumaczyłoby lakoniczność w doborze słów. Sama czasem, cierpiąc na brak nagłych przypływów gotówki, z bólem serca kasuję odstępy po przecinkach, aby zmieścić się w mniejszej liczbie esemesów. Pan Mietek o silnych nerwach ostentacyjnie wręcz, już z wieloletniej praktyki nawet nie stosuje spacji pomiędzy zdaniami i interpunkcji w ich zawartości. Jego wypowiedzi są dojrzałą formą języka smsowego, której to tezy będę bronić dopóki ktoś nie znajdzie mi lepszego wytłumaczenia dla sposobu w który pan Mietek się wypowiada pisemnie.

Gdyby zostało przede mną postawione założenie o uwstecznianiu społeczeństwa i miałabym poprzeć je przykładami – zdecydowanie wybrałabym wiadomości wysyłane telefonami komórkowymi, a nie te pojawiające się w Sieci. Internet nie ma wielu ograniczeń w wypowiadaniu się, dlatego daje wspaniałe pole do popisu wszelkim grafomanom, a ci z kolei na ogół dbają o każdy przecinek w swoich wypowiedziach. To nie tu jest siedlisko gramatycznej ignorancji.

Ostatecznie, aby nikt nie zrozumiał mnie źle: w tym wpisie nie krytykuję osób, które popełniają pojedyncze błędy ortograficzne czy gubią się w zdaniach. Nie narzekam też na tych, którzy mają mały zasób słów bądź którym formułowanie zdań sprawia jakąś trudność i wymaga więcej czasu. Ja narzekam na tych, którzy zabierają głos w dyskusjach, rozpisują się w serwisach społecznościowych lub nawet próbują wyrażać własne zdanie w dłuższej wypowiedzi – a ich forma wygląda tak, jakby nigdy w życiu nie widzieli tekstu nie napisanego odręcznie.