Hejtcepcja

Jako iż od zawsze mówiłam, że na moim blogu panuje afirmacja hejtingu, nie żywiłam urazy do słów pogardy – zarówno moich jak i cudzych. Dzisiaj “wejdziemy głębiej” i w tym wpisie przedstawię coś, co mogłoby być swego rodzaju hejtcepcją – awersją do nienawiści. Opiszę tutaj kilka rzeczy, które mnie ostatnio irytują w społeczeństwie – zwłaszcza polskim. Co prawda, wymieniałam już kiedyś w punktach zachowania, którymi pogardzam, jednak było to napisane w formie raczej ironiczno-humorystycznej (a przynajmniej taki był zamiar).

Jest to kolejna notka, która źródło inspiracji ma w dyskusji na facebooku. Zaczęło się od obrazka wrzuconego przez jednego ze znajomych – przedstawiona tam była bardzo typowo “prawicowa” opinia odnośnie posłanki Anny Grodzkiej, oczywiście określonej za pomocą jej poprzedniego imienia i nazwiska. Na mój krótki komentarz pogardy, nagle odezwała się czwórka znajomopodobnych, którzy zacząwszy od wyzwania Grodzkiej od dziwadeł, skończyli na stwierdzeniu, że należy jej się kara śmierci. Jako fakt zupełnie pewny uznali, iż posłanka w dawnych latach swojego życia zdradziła ojczyznę (“udzielając się komunistycznie, doprowadzając do ‘Katynia'”), a obecnie zdradziła ją po raz drugi (“stając się obojniakiem, zwierzęciem, sprzeciwiając się woli boskiej”). Na koniec standardowy argument, że “obywatele mają płacić mu za cycki” (pisownia oryginalna). Gdybym jeszcze rozmawiała z anonimowymi gimbuskami, to po prostu uznałabym to za nieśmieszny trolling, jednak kiedy widzę czwórkę podpisujących się imieniem, nazwiskiem i zdjęciem osób, które wyraźnie traktują poważnie manifestowane przez siebie poglądy, po prostu szkoda byłoby zmarnować okazję do usatysfakcjonowania siebie dobrą argumentacją.

Przy dyskusjach tego typu, zawsze zadaję sobie pytanie: jak zagubiony musi być człowiek, aby wyhodować w swoim móżdżku rzeczy typu transfobia, homofobia, rasizm, szowinizm, nacjonalizm. Jak bardzo niepewny we własnej wartości on jest, kiedy szuka jej potwierdzenia w zmieszaniu z błotem kogoś, kto urodził się inny od niego? Jeszcze jestem w stanie zrozumieć brak szacunku wobec poszczególnych subkultur czy organizacji, wewnątrz których członkowie znaleźli się z własnego wyboru – pojmowanie sensu niektórych czynności bywa naprawdę trudne, a czasami jest niemożliwe, bo nie każdy kieruje się logiką. Jednak jak można nienawidzić kogoś tylko dlatego, że lubi pić mleko, ma rude włosy lub jego psychika jest sprzeczna z budową ciała?

Dlaczego niektórzy po prostu (za przeproszeniem) nie odpierdolą się od życia drugiego człowieka i nie zajmą się sobą? Ok, zabieg zmiany płci może kogoś obrzydzać – jakoś jednak nie spotkałam się z wyrazami nienawiści wobec osób, które robią sobie operacje, nawet tylko dla “upiększenia” wyglądu. Tak samo ktoś może nie być zainteresowany związkiem z osobą tej samej płci lub innego koloru skóry – ale dlaczego od razu ma tego zabraniać innym, dlaczego ma im utrudniać życie? Przecież on nic na tym nie zyska! Być może poczuje jakieś chwilowe poczucie wyższości, ale czym ono jest w porównaniu do trudów, jakich może przez to doświadczyć cel jego działań? Rozsądna tolerancja to coś, co powinno się każdemu wcisnąć do łba już we wczesnym dzieciństwie, aby potem nie cierpiały przez to osoby trzecie, aby żaden tępak nie postanawiał ograniczać praw innych i stawiać siebie ponad nich.

Do nieprzekonanych: Wiem, że to może być bardzo trudne, ale postawcie się w roli osoby, której tak nienawidzicie. Taka taktyka, jakiej uczono w przedszkolach: “Dlaczego zjadłeś Ani cukierka, jakbyś ty się czuł, gdyby ona zjadła twojego?”. Jeśli Twoja wyobraźnia jest na tyle ciasna, aby uniemożliwić Ci wczucie się w rolę (nie mówię tu o jakiejś inscenizacji, a o kwestii jedynie psychicznej), to najlepiej wróć się do średniaków ponadrabiać zaległości.

I jeszcze ostatnia kwestia wokół tematu. Kiedy to się stało, że opiewany na każdym uroczystym apelu szkolnym patriotyzm, zmutował się wśród młodzieży w skrajny nacjonalizm? Dla mnie zawsze oczywistym było, że jeśli dany przedstawiciel jakiejś grupy zrobi coś złego, to odpowiedzialność zbiorowa na reszcie to najgorsze co można zrobić. Być może to ja mam zbyt mocną wewnętrzną potrzebę poczucia sprawiedliwości, ale niech ktoś mi poda chociaż jeden sensowny argument, dlaczego tak wielu Polaków nienawidzi Niemców lub Rosjan. Bo Hitler, bo Stalin? “Bo oni nas zabijali“? I jakie obecni obywatele naszego wspaniałego kraju mają prawa, aby przypisywać sobie zasługi i ofiary zupełnie obcych ludzi, których łączyło z nimi tylko i wyłącznie to samo miejsce urodzenia? Takie same, jak przydzielanie innym konsekwencji tego, co lata temu na ich ziemi robili zupełnie obcy im mieszkańcy. Czyli żadne. I mówię to ja – osoba, która nigdy nie była na wojnie, nigdy nikogo nie zabiła i powinna nie móc się w tym temacie wypowiedzieć, a jednak znajdzie zawsze tyle argumentów, ile potrzeba, aby udowodnić, że w tym wypadku akurat ma rację.

Dlaczego komukolwiek się wydaje, że może sobie tak po prostu stanąć ponad drugim człowiekiem, tylko dlatego, że urodził się z określonymi cechami różnymi od niego? Jaka jest w tym jego zasługa? Co on niby zrobił aby urodzić się białym Polakiem, bez wad genetycznych, bez niezgodności z ogólnie przyjętymi trendami w społeczeństwie, mówiącymi o tym, z kim można zawierać związki? Ach, prawie że zapomniałabym, że odpowiedź na to pytanie wymaga więcej myślenia, a to dla niektórych jest już zbyt trudna czynność.

Na zakończenie, aby nie było tak do końca negatywnie, przedstawiam obrazek nawiązujący do ostatnio modnej tematyki w rzeźbiarstwie sepulklarnym:

krasnale ogrodowe