Tag: rękodzieło

Kalendarz stworzony własnoręcznie

W przedostatnim wpisie zapowiadałam, że w 2019 roku zamierzam stworzyć swój własny kalendarz. Nie rozwinęłam jednak dokładniej tej myśli, więc część czytelników tego bloga mogłaby pomyśleć, że zamierzam kalendarz zaprojektować i oddać do druku. Nic z tych rzeczy! Ponieważ zależy mi na papierze, jakości i wyjątkowości, kalendarz wykonałam zupełnie własnoręcznie, wykorzystując tradycyjne metody i kilka autorskich tricków. Było to niezwykle pasjonujące zajęcie, które pozwoliło mi nadrobić zaległości w świecie materiałów papierniczych oraz nauczyć się czegoś nowego. Jak wyszło? Zapraszam do przeczytania tego wpisu.

Więcej

Bullet Journal po mojemu – czyli jak prowadzić „notes do wszystkiego”

bullet journal po mojemu

Jest jeden bardzo konkretny powód dla którego raczej nie zobaczysz mnie na mieście z małą torebeczką. Choć telefon upycham do kieszeni a mój portfel nie zajmuje zbyt wiele miejsca, pewien trochę większy przedmiot muszę mieć zawsze przy sobie. Jest to mój notes, który z założenia miał funkcjonować jako Bullet Journal, jednak szybko mój sposób jego prowadzenia odbiegł od prawie wszystkich standardów tego systemu (choć tak właściwie od początku nie był z nimi do końca zgodny). Główna idea BuJo wyjaśniona jest na stronie z powyższego odnośnika i w skrócie opiera się na organizacji zadań w formacie list i przenoszenia podpunktów pomiędzy poszczególnymi datami. Choć obecnie fanów prowadzenia BuJo jest coraz więcej, wydaje mi się że coraz mniejszy procent robi to zgodnie z ideą twórcy tej nazwy. Nazwa Bullet Journal przyjęła się więc jako określenie wszelkiej maści notesów prowadzonych regularnie w formie kalendarzy, list zadań i plannerów – po prostu dobrze brzmi i każdy wtajemniczony wie, o co chodzi.

Więcej

Grupa SZKICOWNIKliwa

grupa-szkicownikliwa

Pomysł na utworzenie grupy dotyczącej rysowania siedział w mojej głowie od jakiegoś czasu. Długo zastanawiałam się nad jej formą oraz głównymi założeniami. Chciałam, aby była powiązana z blogiem, ale luźno, tak aby samodzielnie stanowiła odrębną całość. W końcu postanowiłam przejść do konkretów – wymyśliłam nazwę, stworzyłam logo i wreszcie samą grupę. Plan działania tej niewielkiej społeczności, jaki ustaliłam, jest na razie próbą i może się zmienić, jeśli się nie sprawdzi, lub powstanie lepszy.

Przede wszystkim, chciałabym zmotywować do rysowania nie tylko siebie, ale i wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w tym małym eksperymencie. Z tego powodu każdy, kto dołączy do grupy, będzie mógł umieszczać w niej swoje prace, prosić o ocenę lub porady resztę członków. Osoby bardziej zaawansowane będą miały pole do promocji swoich prac oraz zewnętrznych galerii. Myślę o jakimś comiesięcznym podsumowaniu, ale jeszcze nie wiem, jaką formę powinno ono przyjąć.

Przede wszystkim, grupa nastawiona będzie na edukację, więc linki z tutorialami, a także artykuły związane ze sztukami plastycznymi i tworzeniem staną się częstym gościem facebookowych postów. W planach mam kilka tekstów dotyczących tego tematu a w grupie każdy będzie mógł dodać swoje trzy grosze. Liczę też, że do grupy dołączą również inni rysujący blogerzy i także będą chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami opisanymi w tematycznych postach. Grupa skupiająca osoby lubiące rysować może rozwinąć się w przyszłości na wiele sposobów. Oczami wyobraźni widzę umawianie się na plenery rysunkowe albo tworzenie grupowych wyzwań czy wzajemnych portretów.

Kilka lat temu fajnym motywatorem do rysowania był serwis deviantART. W komentarzach odbywało się wiele ciekawych dyskusji, nawet najgorsze wrzucone prace spotykały się z jakąkolwiek reakcją. Być może teraz jest to strona zbyt duża i kolejne publikowane twory giną w tłumie podobnych i lepszych. Jest to też bardziej miejsce wstawiania ukończonych dzieł, a nie pracowania nad warsztatem, szkicując coś na szybko. Brakuje mi tam tego kontaktu z innymi – a o niego o wiele łatwiej na Facebooku.

Stąd pomysł na grupę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Szkicownik na 2017 rok

Dla mnie najważniejszym elementem tego wyzwania będzie szkicownik. Solidny, w twardej oprawie, z kartkami o dużej gramaturze i lekko szorstkiej powierzchni, zbierającej dobrze grafit ołówka, ale nie ścierającej końcówki cienkopisu. W rysunku papier jest chyba najważniejszy. O ile ołówek czy długopis można kupić naprawdę najtańszy i nie wpłynie to znacznie na efekt pracy, zły papier może całkowicie zepsuć rysunek. Poza tym, porządny szkicownik zachęca do tworzenia.

W dzieciństwie lubiłam rysować na luźnych kartkach, dzięki czemu podczas pracy nie miałam kontaktu z poprzednimi dziełami. To jest dobre rozwiązanie do rysowania w domu przy biurku. Wtedy można sobie zrobić teczkę czy segregator z pracami i tam je składować. Ja tymczasem spędzam większość doby poza domem. Szkicownik mogę wrzucić do plecaka lub torby, a luźne kartki mogłyby się pomiąć, pogubić pomiędzy notatkami z wykładów w których i tak mam zawsze bałagan.

Nie będę „dbać” o swój szkicownik

Uwielbiam papier i ładne notesy. Czasami to uczucie przeradzało się w chorobliwą staranność – podpisywanie rysunków za każdym razem w ten sam sposób, rysowanie tylko po jednej stronie kartki. W przypadku mojego poprzedniego szkicownika założyłam sobie, że będę w nim rysować tylko ołówkiem. Takie trzymanie się jakiejś zasady jest fajne w obrębie jednego ćwiczenia, ale nie sprawdza się przy zastosowaniu do całego szkicownika. Wiele razy chciałam coś narysować długopisem czy mazakiem, ale przerzuciłam się na ołówek, aby nie „zepsuć” szkicownika. Chciałam, aby ten zeszyt można było później oglądać jak album, opowiadający o jednej technice, ze spójną typografią. Jak twory znanych artystów. Zachowanie jednego stylu całego szkicownika powinno natomiast przyjść naturalnie, kiedy ma się już na tyle wyrobiony warsztat, że znalazło się tą jedną, swoją, technikę.

Motywowanie do rysowania

Nie wiem, czy inni też tak mają, ale zauważyłam u siebie taką smutną prawidłowość, że jeśli tylko jakaś czynność stanie się dla mnie przyjemnością, od razu zaczyna brakować mi na nią czasu. Jest to bardzo niezdrowy skutek przepracowania, który na dłuższą metę psuje mi nastrój i rozdrażnia. Jedną z porzuconych z braku czasu czynności było dla mnie właśnie rysowanie. Po skończeniu liceum plastycznego rysowałam porównywalnie niewiele. Coraz mniej. Na studiach miałam trochę zajęć z rysunku, starałam się też w miarę możliwości uczestniczyć w okolicznych wydarzeniach związanych ze sztuką. Ale żeby narysować coś dla siebie – na to już na ogół czasu nie wystarczyło. Postanowiłam to zmienić. Niech to będzie postanowienie noworoczne. Jedno, ale konkretne. Rysować co najmniej raz w tygodniu.

Jeśli przekonałam Cię do dołączenia do rysującej grupy, oto do niej link:

https://www.facebook.com/groups/1184954214968993/

Więcej