Tag: erasmus

Erasmus w Eindhoven – najważniejsze informacje

Minął już ponad rok odkąd wróciłam z Erasmusa w Eindhoven i jak dotąd nie opublikowałam jeszcze żadnego wpisu, który przedstawiałby bardziej informacje niż przemyślenia. Często rozmawiam z osobami, które zastanawiają się nad wyborem uczelni na wyjazd i powtarzam w kółko te same rzeczy – jak wygląda podział semestru, jak wybiera się przedmioty czy po prostu, jak żyje się w Holandii podczas tego jednego, niezwykłego semestru. Zdecydowana większość tego, co można przeczytać poniżej, pochodzi z raportu, który musiałam napisać po zakończeniu wymiany, więc informacje nie są wyciągane z pamięci po tak długim czasie i – o ile zbyt wiele się nie zmieniło – spokojnie można się do nich odnosić. Warto podkreślić, że ja studiowałam architekturę i to o studiach architektonicznych jest ten wpis. Zainteresowani innymi kierunkami powinni jednak móc znaleźć tu użyteczne informacje także i dla siebie.

erasmus-w-eindhoven

Wprowadzenie

Uniwersytet Techniczny w Eindhoven, w skrócie TU/e mieści się na kampusie zlokalizowanym w centrum miasta. Składa się z wielu budynków i jednostek i stanowi ogromne centrum edukacyjno-badawcze. Uczelnia przoduje w wielu rankingach co oczywiście związane jest z wysokim poziomem nauczania i świetnymi warunkami dla studentów.

Rok akademicki w Holandii zaczyna się wcześniej niż w Polsce – na samym początku września. Pod koniec sierpnia dla studentów z Erasmusa przygotowane są dni wprowadzające, podczas których można dowiedzieć się czegoś więcej o uczelni i kampusie oraz poznać innych studentów. Semestr kończy się na początku lutego, co daje chwilę przerwy przed powrotem na polską uczelnię. Ta przerwa jest szczególnie przydatna, kiedy na głowie ma się przeprowadzkę, przeciągające się projekty na Erasmusie (tak, może się zdarzyć że po zakończeniu semestru wciąż wypada coś dokończyć, na przykład w celu przygotowania wystawy posemestralnej), ale przede wszystkim – kiedy ma się również zobowiązania względem uczelni Polskiej. W moim przypadku było to napisanie kilku pierwszych rozdziałów pracy magisterskiej. Poza tym – po zapoznaniu się z krajem, systemem transportu, częściowo i językiem, warto „dozwiedzać” te miejsca, których nie udało się zobaczyć podczas semestru.

Nauka

System nauki na TU/e na pierwszy rzut oka wygląda na chaotyczny, ale w rzeczywistości jest bardzo uporządkowany. Rok akademicki podzielony jest na cztery kwartały, a każdy z nich trwa 10 tygodni i zakończony jest sesją egzaminacyjną. Przyjeżdżając na Erasmusa na pół roku będzie się więc studiować przez dwa kwartały oraz przeżyje się dwie sesje egzaminacyjne. Większość przedmiotów trwa jeden kwartał i ich zaliczenie daje 5 punktów ECTS. Wyjątkiem jest główny przedmiot – projektowanie architektoniczne lub urbanistyczne, które trwa przez cały semestr i po jego zakończeniu otrzymuje się 10 punktów ECTS. Studenci z wydziału Built Environment mogą wybierać przedmioty z całej jego oferty, czyli uczestniczyć w kursach związanych z kierunkami: architektura, urbanistyka, fizyka budowli, konstrukcje, nieruchomości. Aby móc starać się o tytuł architekta w Holandii, trzeba ukończyć konkretne przedmioty, jednak można to zrobić w dowolnej kolejności. Studenci przyjeżdżający na Erasmusa mają pełną dowolność wyboru.

Taki system nauki zdecydowanie mi się podobał. Zajęcia były dość intensywne, dlatego jeden kwartał był wystarczający aby nauczyć się czegoś nowego i wykonać projekt. Po zakończeniu pierwszego kwartału nowy zestaw przedmiotów był dla mnie odświeżający. Uważam, że taki podział na kwartały pozytywnie wpływa na naukę – semestr staje się bardziej jednolity pod względem intensywności, nie trzeba sobie przypominać czegoś, co było na wykładach kilka miesięcy temu i wszystkie zaliczenia nie kumulują się w ostatnim tygodniu semestru. Po każdej sesji w ciągu roku akademickiego nie ma sesji poprawkowej ani tygodnia przerwy, dlatego dla regularnych studentów rok bez większych wakacji w połowie może być bardziej ciężki. Erasmusi powinni wszystko zdać w pierwszym terminie, jednak prowadzący zgadzają się na specjalne dodatkowe terminy dla osób z wymiany.

Możliwość wyboru dowolnych przedmiotów ma swoje wady i zalety. Ogromnym atutem jest to, że można dopasować swój program do zainteresowań lub wybrać przedmioty, które odbywają się w dni, w które się nie pracuje (wielu studentów w Holandii dorabia sobie pracując w supermarketach, kawiarniach itp. – studentom przyjeżdżającym na Erasmusa się to odradza ze względu na konieczność wykupienia bardzo drogiego ubezpieczenia). Wadą jest z kolei odpowiedzialność za ułożenie takiego planu, aby żadne przedmioty ze sobą nie kolidowały, co staje się jeszcze trudniejsze, jeśli prowadzący zmienia termin spotkań określony w oryginalnym programie. Inną kwestią jest to, że na każdych zajęciach spotyka się zupełnie inną grupę studentów – początkowo może to budzić niepokój i utrudniać nawiązywanie znajomości, jednak na dłuższą metę pozwala poznać więcej osób uczących się na TU/e. Dodatkową zaletą mieszania przedmiotów jest współpraca ze studentami z pozostałych kierunków wydziału przy projektach grupowych. Zaobserwowałam nawet, że w niektórych kursach wydziału uczestniczyli studenci z innych dziedzin – na przykład industrial designu czy nauk przyrodniczych.

Każdy z kursów składa się z różnych prac, egzaminów, projektów. Bardzo dużo zadań polega na pracy w grupach, co wiąże się z częstymi spotkaniami na terenie uczelni. Trudno zliczyć miejsca przeznaczone do pracy grupowej – kilka pięter budynku Vertigo (wysokościowca zajmowanego przez wydział Built Environment podczas gdy pierwotny budynek jest w remoncie – ale nie zdziwiłabym się, gdyby już obecnie studenci przychodzili do budynku nazwanego Atlas), przestrzenie Metaforum (dużego budynku z biblioteką), liczne pokoje i kąciki wydzielone z powierzchni budynków, stoliki uczelnianych kawiarni czy restauracji, a także sale które można zarezerwować przez Internet. Wykłady są bardzo ciekawe, w całości po angielsku (wszyscy prowadzący mówią świetnie po angielsku) a wykładowcy umieszczają w systemie pliki z ich treścią do pobrania. Choć uczestnictwo w wykładach nie jest obowiązkowe i nikt nie sprawdza obecności, zdecydowana większość studentów chętnie w nich uczestniczy. Niektóre zajęcia mają też formę dyskusji a prawie na każdym kursie występuje forma prezentacji studentów.

Na każdym piętrze budynku Vertigo, czyli siedziby wydziału Built Environment, strategicznie rozlokowane są kserokopiarki, do których każdy student ma dostęp. Podobne urządzenia znajdują się oczywiście także w innych budynkach uczelni. Drukowanie nie jest drogie, a każdy student ma swoje konto w systemie drukarek, zasilone na start kwotą 15 euro. Na uczelni jest też mnóstwo automatów z napojami – całkiem dobra kawa kosztuje w nich 45 centów. Drukowanie plansz jest tańsze niż w Polsce i można to zrobić na terenie uczelni. Dostępne są duże formaty, a plansze mogą być bardzo długie ze względu na sposób wydruku z rolki. Ostateczne projekty studentów prezentowane są na wystawach albo otwartych prezentacjach. Mając znajomych w innych grupach warto ich wtedy odwiedzić i posłuchać o ich projektach.

Warsztaty / pracownie makiet

Dla studentów architektury przeznaczono specjalną przestrzeń do pracy nad makietami. Mnóstwo długich stołów, odpowiednia liczba gniazdek do których można podpiąć laptopa i wysokie krzesełka to nie wszystko. Na warsztatach znajduje się sklepik ze wszystkimi potrzebnymi materiałami i przyrządami, a także oferujący możliwość wypożyczenia sprzętu typu wiertarka. Różnorakie piły, szlifierki, gorące druciki do cięcia pianki, urządzenia do wycinania okien, i wiele więcej sprzętu sprawia, że makiety wykonywane przez studentów są bardzo dopracowane. Na stanowiskach do malowania makiet można korzystać z kolorowych farb, pędzli i suszarek. Na ścianach warsztatów znajdują się półki, na których studenci mogą położyć swoje pudełka z materiałami, podpisane imieniem i nazwiskiem. Dzięki temu makiet i materiałów nie trzeba nosić do domu i z powrotem. Żeby móc korzystać z warsztatów, trzeba przejść krótkie szkolenie na początku semestru – głównie traktujące o bezpieczeństwie i higienie pracy. Inne dostępne dla studentów przedmioty to stopery do uszu, plastry i odkażacz, woda do picia czy kalki i papiery do szkicowania.

erasmus-w-eindhoven

Biblioteka

Biblioteka TU/e mieści się w budynku zwanym Metaforum. Jest to ogromna przestrzeń, zajmująca dwa piętra i oferująca ogromną liczbę książek z każdej dziedziny. Znajduje się tam mnóstwo miejsc do pracy, wyposażonych w komputery z porządnym oprogramowaniem i bardzo wygodne krzesła. Oprócz niekończących się książek widocznych na półkach (w zdecydowanej większości w języku angielskim), TU/e posiada dodatkowy magazyn z którego można zamówić wybrane tytuły. Dodatkową możliwością jest dostęp do ogromnej bazy e-booków, które można pobrać w formie PDFów ze stron wydawnictw. Z biblioteki można wypożyczyć do dziesięciu książek na raz, na cały miesiąc, a przedłużać wypożyczenie można z poziomu strony internetowej. W ten sposób korzystanie z biblioteki staje się niesamowicie wygodne, przyjemne i owocne. Książki na półkach posegregowane są tematycznie oraz według dat wydania. Sam dział architektury zajmuje pół piętra i jest niesamowicie obszerny. Biblioteka otwarta jest do godziny 23 w dni robocze i trochę krócej w weekendy. W takich warunkach pisanie prac naukowych staje się przyjemnością.

Centrum sportu

Centrum sportu TU/e, według danych ze strony internetowej, oferuje 70 różnych sportów oraz mnóstwo kursów oraz jest miejscem działania 40 klubów sportowych. Żeby mieć dostęp do centrum sportu, należy wykupić subskrypcję, która w przypadku studentów z Erasmusa kosztuje 60 euro za 5 miesięcy. Wtedy można zapisać się na poszczególne kursy, uczęszczać na zajęcia lub przychodzić poćwiczyć indywidualnie. Siłownia/fitness otwarta jest w dni robocze od rana do 23 oraz krócej w weekendy. Aby popływać na basenie należy przyjść w określonych godzinach, innych w każdym dniu. Mimo, że zdecydowanie nie byłam fanką sportu, i bardzo rozsądnie planowałam dostępny czas na Erasmusie, odwiedzałam centrum sportu średnio dwa razy w tygodniu, po zajęciach albo w ramach przerwy w pisaniu dłuższych esejów czy raportów. Było to coś, co pozwalało mi mentalnie odetchnąć i usprawiedliwić zjedzenie tych wszystkich holenderskich słodyczy, którym zupełnie nie sposób się oprzeć.

Organizacje studenckie

Na Tu/e nie ma aktywnie działającego ESN, nie działa też lokalna grupa BEST, za to jest grupa AEGEE. Ponieważ na uczelni studiuje mnóstwo studentów z innych krajów (także spoza Europy), Erasmusi w żaden sposób nie wyróżniają się z tłumu. Z tego powodu nie dostają oni „taryfy ulgowej”, nikt nie organizuje im specjalnie gier i zabaw i nie zabiera za rączkę na wycieczki. Początkowo łatwo się czuć zagubionym, na dłuższą metę jednak pozytywnie wpływa to na integrację z resztą studentów. Dołączając do organizacji studenckich można nawiązać mnóstwo znajomości lub zorganizować coś dla innych studentów. Aby brać udział w wydarzeniach, nie trzeba być członkiem organizacji. Najważniejszymi z nich, z punktu widzenia studenta architektury przyjeżdżającego na Erasmusa, są:

  • Cosmos – organizacja zrzeszająca studentów z różnych krajów, organizująca spotkania integracyjne, wspólne obiady, wycieczki, language cafe itp.
  • CHEOPS – główna organizacja studentów działająca na wydziale i organizująca większość wydarzeń. Dzieli się na komitety odpowiedzialne za poszczególne aktywności,
  • AnArchi – organizacja studentów kierunku architektura
  • VIA Urbanism – organizacja studentów kierunku urbanistyka

AnArchi i VIA Urbanism organizują wykłady, wycieczki pod kątem kierunku i imprezy integracyjne. Zdecydowanie warto śledzić tablicę ogłoszeń, bo praktycznie w każdym tygodniu za ich sprawą dzieje się coś ciekawego.

Życie w Holandii

Holandia to kraj bardzo otwarty na ludzi z innych krajów, o odmiennych zwyczajach czy kulturze. Na ulicach można usłyszeć prawdziwą mieszankę języków, nierzadko także i polski. Mimo to, wiele imigrantów mówi płynnie po holendersku. Migranci mieszkają tutaj od pokoleń, nikogo nie dziwi człowiek o nieeuropejskich rysach, płynnie mówiący po holendersku. Samo Eindhoven jest miastem, do którego napływa mnóstwo osób z zagranicy ze względu na wysoki poziom tutejszych uczelni oraz dobre warunki zatrudnienia w firmach szukających młodych specjalistów. Niestety wpływa to na warunki mieszkaniowe, czyli zmniejsza dostępność mieszkań. Bardzo trudno znaleźć pokój w mieszkaniu studenckim – często jest on drogi, a sam apartament dzieli się z kilkoma, a czasem nawet kilkunastoma osobami. Wiele tego typu ofert kierowanych jest tylko do Holendrów, ale mimo to warto śledzić grupy na Facebooku. Inną opcją jest skorzystanie z mieszkań oferowanych przez firmy zajmujące się wynajmem. Takie mieszkania najczęściej są jedno- albo dwuosobowe i oczywiście kosztują o wiele więcej. Uczelnia też oferuje pokoje dla studentów, jednak ich liczba jest ograniczona i trzeba zaaplikować jak najwcześniej się da, aby mieć szansę zdobycia jednego z nich. Ceny pokoi zaczynają się w okolicy 300 euro, a mieszkań (kawalerek/studiów) – 500 euro, górnej granicy cen natomiast chyba nie ma.

Komunikacja

Mieszkając w centrum miasta, wszystkie najważniejsze miejsca znajdują się w niedużej odległości, którą można pokonać rowerem w kilkanaście minut. Rower to zdecydowanie najlepsza i najbardziej komfortowa forma poruszania się po holenderskich miastach. Używany rower łatwo kupić, przeciętna cena to 50 euro kupując bezpośrednio od innej osoby lub 150 euro kupując w sklepie z używanymi rowerami. Od razu warto wyposażyć się w odpowiednie zabezpieczenie i za każdym razem przypinać rower do stojaków. Kradzieże rowerów lub ich części zdarzają się bardzo często, dlatego ogólnie nie warto kupować droższych rowerów. Parkingi rowerowe znajdują się przy większości budynków, a większe przy dworcach i gmachach użyteczności publicznej. Dzięki temu, że rowerów nie wnosi się do piwnic i są one zawsze pod ręką, korzystanie z nich staje się wyjątkowo komfortowe. Ze względu na ciągłe nastawienie na warunki atmosferyczne, są one często pordzewiałe i poobijane, jednak większości osób to nie przeszkadza. Ścieżki rowerowe są szerokie, jednokierunkowe, odizolowane od jezdni dla samochodów, dobrze oświetlone, oznaczone znakami lub kolorem. Przede wszystkim są bezpieczne i wygodne. Praktycznie w każde miejsce da się wygodnie dojechać rowerem, a do większości prowadzi wiele ścieżek do wyboru. Nawet na lotnisko w Eindhoven zawsze dojeżdżałam rowerem. Wiązało się to oczywiście z doprowadzoną tam świetną trasą rowerową, ale także wysoką ceną biletów na autobus.

Komunikacja publiczna jest bardzo droga – jednorazowy bilet na autobus w Eindhoven kosztuje € 4,75, a całodzienny € 6,00. Aby zminimalizować te koszty, dobrze jest wyposażyć się jak najwcześniej w OV-chipkaart, czyli kartę działającą jako bilet na komunikację publiczną w całym kraju, ale także pozwalającą na korzystanie z rowerów dostępnych na dworcach kolejowych czy dworcowych parkingów. Osobiście nie kupiłam tej karty ze względu na inną opcję taniego podróżowania, która została wycofana pod koniec mojego wyjazdu, a po mieście poruszałam się wyłącznie własnym rowerem. Myślę, że mimo to, karta bardzo szybko by się zwróciła, nawet pomimo nieintensywnego używania.

erasmus-w-eindhoven

Podróżowanie pomiędzy miastami potrafi być bardzo drogie, a studenci zagraniczni nie mają żadnej zniżki. Dla przykładu, bilet w jedną stronę z Eindhoven do Amsterdamu to wydatek €21. Mimo to, jest wiele sposobów, aby oszczędzić – kupowanie biletów dziennych w supermarketach, korzystanie z biletów grupowych czy oferty sklepu internetowego NS Spoordeelwinkel.

Pogoda

Pogoda jest chyba jedyną wada mieszkania w Holandii. Przez praktycznie cały wyjazd widziałam słońce zaledwie kilka razy. Normą natomiast było zachmurzone niebo, deszcz i mgła. Holendrzy wydają się być zupełnie odporni na takie warunki atmosferyczne, a rowerów wcale nie ubywa podczas deszczu czy wichury. Do braku słońca trzeba się przyzwyczaić, a nawet najdokładniejsze prognozy pogody przestają być w tym kraju wiarygodne.

Banki, karty

Po przyjechaniu do Holandii byłam bardzo zdziwiona, że moja świeżo wydana karta walutowa nie działa w większości sklepów. Jak się okazuje, supermarkety, automaty biletowe czy nawet stoiska na rynku akceptują wyłącznie karty z holenderskich banków, typu Maestro. Założenie konta w holenderskim banku jest bardzo proste, a kontakt z obsługą klienta dobry. Jest to o tyle ważny element życia w Holandii, że upoważnia do korzystania z płatności przez internet, szybkich transakcji czy automatycznych zleceń płatniczych. Wiele rzeczy czy usług można kupić tylko i wyłącznie korzystając z płatności przez iDeal (odpowiednik polskiego PayU czy Przelewy24), obsługującego praktycznie tylko holenderskie banki. Podczas semestru nieraz trzeba będzie zrobić zakupy jako grupa – na przykład kupić materiały do budowy makiety. Wiele wygodnych stron dzieli tego typu koszty i automatycznie przesyła odpowiednie kwoty pomiędzy osobami, jeśli mają oni konta w holenderskich bankach. Takie konto należy jednak zamknąć przed wyjazdem z kraju.

Jedzenie, codzienne zakupy

Ceny jedzenia są podobne do cen w Polsce (herbata, chleb, masło, jajka, piwo) lub wyższe (ser, bułki, napoje, mleko, jogurty) a jego jakość o wiele wyższa. Chleb jest świeży przez kilka dni, jajka są od kur z wolnego wybiegu, a do czipsów nie dodaje się w ogóle oleju palmowego. Jako wegetarianka uznałam jedzenie w Holandii za tańsze niż w Polsce, ze względu na liczne gotowe produkty wegetariańskie o niedużej cenie i dobrym smaku, gdzie w Polsce podobne rzeczy można znaleźć jedynie w dziale premium większych marketów, w oczywiście wysokiej cenie.

Wiele produktów codziennego użytku jest drogie (papier toaletowy, kosmetyki, szczoteczki do zębów itp.), jednak promocje zdarzają się bardzo często i głównie polegają one na otrzymaniu dwóch produktów w cenie jednego. W wielu supermarketach tego typu akcje oferowane są dla stałych klientów, więc warto wyrobić sobie kartę stałego klienta w każdym markecie znajdującym się w pobliżu. Oprócz tego, otrzymuje się wtedy na maila spersonalizowane oferty bazujące na dotychczasowych zakupach. Generalnie robienie zakupów w supermarketach w Holandii jest bardzo przyjemne, obsługa jest bardzo miła, nigdy nie czeka się długo w kolejkach. Często markety oferują miejsce gdzie można sobie wypić kawę i poczytać gazetkę z promocjami, punkt pakowania prezentów czy mikrofalówkę do odgrzania zakupionego jedzenia. Bardzo ważnym elementem każdego supermarketu jest też urządzenie do zwrotu butelek. Przy zakupie napojów do ceny produktu doliczana jest kaucja 25 centów za butelki plastikowe i 10 centów za szklane. Po wrzuceniu pustych butelek do urządzenia, można odebrać bon do odliczenia od ceny zakupów. Ekologia jest bardzo ważna dla Holendrów, dlatego recycling działa i jest stosowany przez wszystkich.

Jeśli chodzi o jedzenie w restauracjach, jest ono drogie i wszystko zależy od miejsca. Mimo to funkcjonują też tańsze sieci oraz mniejsze knajpy, gdzie można dostać coś ciepłego w niższej cenie. Paczka porządnych frytek to wydatek około €3. Poza tym, bardzo dużą popularnością cieszą się typowe dla Holandii punkty „Febo” wyglądające jak ścianka z mikrofalówek, z której, za niewielką opłatą można wyjąć sobie wybraną potrawę. Na uczelni funkcjonuje wiele restauracji lub barów, gdzie można zjeść coś ciepłego i smacznego. Zupę można dostać już za 50 centów, natomiast koszty kanapek często przekraczają 2 euro.

Język

Język holenderski jest melodyjny i przyjemny. Można wyróżnić w nim wiele akcentów oraz odmian. Ze względu na liczne podobieństwa do języka angielskiego i niemieckiego, stosunkowo łatwo się nauczyć jego podstaw. Wszystkie wiadomości urzędowe są tylko w języku holenderskim. Nazwy produktów w sklepach również. Praktycznie wszyscy Holendrzy jednak potrafią doskonale mówić po angielsku i chętnie pomagają w zrozumieniu danego komunikatu. Kontaktując się z różnymi instytucjami w języku angielskim również otrzyma się w nim odpowiedź. Mimo to, warto poznać podstawy holenderskiego – to w końcu taki ładny język!

erasmus-w-eindhoven

Zwiedzanie

Holandia to niesamowity kraj jeśli chodzi o kulturę, muzea, galerie sztuki, atrakcje turystyczne. Nie sposób odwiedzić wszystkich miejsc, a każde miasto ma coś ciekawego do zaoferowania. Zdecydowanie najlepszą decyzją, jaką można podjąć, jest zakup Museumkaart, czyli karty dającej darmowy dostęp do ponad 400 muzeów w całym kraju. Jest to jednorazowy koszt 60 euro (na rok), czyli zwraca się po odwiedzeniu 3-5 muzeów. Karta ta jest personalna, wysyłana na adres w Holandii i każdy jej właściciel ma swój profil na stronie internetowej, gdzie można zobaczyć listę już odwiedzonych obiektów oraz przeglądać miejsca warte odwiedzenia.

Holandia to kraj artystów, ale także niesamowitej inżynierii. Nie bez powodu mówi się, że bóg stworzył świat, ale Holendrzy stworzyli Holandię. Kraj o niesamowitej historii, z mroczną przeszłością kolonialną, o barwnej kulturze i niesamowitych pomysłach. Wspaniałe muzea opowiadają tą historię, często w sposób multimedialny, zawsze ciekawy i pochłaniający.

Same miasta są niezwykle piękne. Amsterdam z kanałami i kamieniczkami, Rotterdam z nowoczesną architekturą czy Haga rozwijająca się w ogromnym tempie, ale także Maastricht z bogatą historią i starymi kościołami, Den Bosch, Dordrecht, Utrecht, Delft, Nijmegen… A to tylko południe kraju. Holandia jest mała powierzchniowo, ale bardzo bogata w niezwykłe miejsca, które zdecydowanie warto odwiedzić.

Wydarzenia

Każdego dnia coś nowego dzieje się w Holandii, każdego dnia coś jakieś wydarzenie ma miejsce w Eindhoven. Pomimo, że miasto nie jest duże, mnóstwo instytucji kultury czy organizacji tworzy ciekawą ofertę wydarzeń. Niektóre miejsca, takie jak TAC Temporary Art Centre, czy Hub Eindhoven for Expats, same w sobie mają ciekawą ofertę eventów. W ciągu semestru zimowego w mieście odbywają się dwa najważniejsze wydarzenia: Dutch Design Week i festiwal światła Glow.

erasmus-w-eindhoven

Dutch Design Week jest ogromnym wydarzeniem, na które przybywają artyści i projektanci z całego świata. Całe miasto żyje tym festiwalem – oprócz oficjalnych wystaw i punktów programu, także mniejsze firmy czy miejsca przygotowują coś od siebie. Wydarzenie jest tak obszerne, że tydzień nie wystarcza do odwiedzenia wszystkich wystaw. Także uczelnie i firmy uczestniczą w festiwalu, przygotowując swoje punkty programu. Dla uczestników przygotowane są festiwalowe rowery, darmowe autobusy i taksówki wystrojone w produkty współczesnego designu. Liczne pawilony czy większe instalacje rozsiane są po całym mieście.

Glow jest porównywalnie mniejszym festiwalem, choć wciąż zdecydowanie wartym zobaczenia. Od wieczora do północy przez cały tydzień prezentowane są instalacje multimedialne, wokół których zaprojektowano specjalną ścieżkę. Wydarzenie jest zupełnie darmowe, ale wadą jest ogromny tłum, utrudniający zobaczenie wszystkich instalacji.

erasmus-w-eindhoven

Na TU/e odbywa się jeszcze więcej wydarzeń – od większych kongresów i targów, po jednorazowe wykłady I prezentacje. Większość z nich organizowana jest przez organizacje studenckie i jest darmowa dla studentów, choć część wymaga niewielkiej opłaty aby wziąć udział. Wydarzenia, w których ja wzięłam udział:

  • Bouwkunde Bedrijvendagen – dni kariery wydziału Built Environment, gdzie oprócz targów pracy odbywają się ciekawe wykłady i warsztaty, a studenci mają możliwość porozmawiać z potencjalnymi pracodawcami
  • kongres Shifting Perspectives – łączący tematykę architektury z zupełnie innymi branżami, a wykłady prezentowane są przez specjalistów w swoich dziedzinach

Inne wydarzenia to: spotkania nazwane CheopsX (inspirowane wykładami TEDx), lunch lectures odbywające się kilka razy w tygodniu czy liczne sympozja. Okazjonalnie organizowane są też różnorakie warsztaty i kursy, na przykład nauki programów komputerowych. Organizacje studenckie zapraszają też na wycieczki do na przykład siedzib firm albo biur architektonicznych i urbanistycznych.

Jednym z ciekawszych wydarzeń, w których udało mi się wziąć udział były warsztaty zorganizowane podczas Dutch Design Week, we współpracy z uczelnią z Delft, dotyczące przyszłości mieszkaniowej Eindhoven i budowy wieżowców w centrum miasta. Jednym z prowadzących te spotkania był Winy Maas z MVRDV, innymi przedstawiciele The Why Factory, a nad wszystkim czuwali prowadzący z TU/e. To było niesamowite przeżycie, spotkać światowej sławy architektów.

Podsumowanie

Nauka w Holandii jest bardzo intensywna. Czas marnowany na nieistotne aktywności jest ograniczony do minimum, a praca w grupach wymaga motywacji i zaradności. Ani studenci z Erasmusa, ani pozostałe osoby przyjeżdżające na studia z innych krajów, nie otrzymują „taryfy ulgowej”, dlatego wyjazd na Erasmusa do Eindhoven poleciłabym tym, którzy gotowi są do intensywnej pracy i wykazują się dużą samodzielnością. Spora ilość wolnego czasu sprzyja poznawaniu kraju i kultury, ale wymaga umiejętnego planowania, aby nie pozostać w tyle z zadaniami i materiałem do nauki. Świetne warunki zachęcają do pracy, a prowadzący są bardzo zaangażowani w swoje zajęcia. Wszystko jest doskonale usystematyzowane, choć zrozumienie wszystkich elementów, takich jak system Osiris, Canvas czy MyTUe zajmuje trochę czasu. Pytanie innych studentów o każdą drobnostkę może być dla nich uciążliwe, więc warto być samemu doskonale zorganizowanym, zapisywać wszystkie terminy i wytyczne do zadań i dowiadywać się o wszystkim bezpośrednio od prowadzących. Ze względu na częste zmiany przedmiotów, grup i dużą ilość studentów, nie istnieje jedna grupa na Facebooku, skupiająca wszystkie problemy i rozterki studentów.

Samo Eindhoven to miasto nieduże, a mimo to znane na całym świecie, nie tylko ze względu na piłkę nożną. To tutaj miały miejsce jedne z większych odkryć historii techniki, tu powstały liczne wynalazki, do dziś znajdujące swoje zastosowanie. Obecnie miasto identyfikuje się z nazwą „Brainport”. Podobno kiedyś jakiś dziennikarz nazwał Eindhoven najbrzydszym miastem w Holandii. Nie wiem, na ile to prawda, ale jeśli lubi się postindustrialny charakter, oferowany przez dawne zabudowania Philipsa, całkiem niemało zieleni (jak na Holandię zwłaszcza), sztukę w przestrzeni miejskiej czy żyjące ulice (także nocą), to zdecydowanie polubi się i Eindhoven. Bardzo łatwo przyzwyczaić się do tego miasta, trudniej później z niego wrócić.

Więcej

Erasmus w Holandii – pierwsze wrażenia

erasmus w holandii

Dawno już nie pojawił się nowy post na blogu. Trochę to wynika z mętliku w głowie. Przez wakacje uczestniczyłam w dwóch dwutygodniowych kursach (Belgia i Niemcy), a teraz jestem w Holandii na Erasmusie. Spełniłam co najmniej jedno ze swoich największych marzeń, a to mnie trochę przerosło. Potrzebowałam trochę więcej czasu, aby wrócić do swojej rutyny, choć i tak jestem przekonana, że nic już nigdy nie będzie jak dawniej. Zbyt wiele doświadczeń, tak różnych od dotychczasowego egzystowania.

Póki co, staram się czerpać garściami to nowe doświadczenie. Uniwersytet techniczny w Eindhoven ma ogromne zaplecze naukowe, niesamowitą bibliotekę, wspaniałą pracownię makiet, zachwycające centrum sportu oraz świetną kadrę. Bardzo wiele jednak uczę się od samych studentów – zarówno miejscowych, jak i tych, którzy przyjechali z innych krajów, ale zdążyli już przyzwyczaić się do tutejszego trybu pracy. A jest on zupełnie odmienny od tego w Polsce. Godzin zajęć z prowadzącymi – wykładów i ćwiczeń – mam naprawdę bardzo mało. Chyba nie więcej niż 10 w tygodniu, choć liczba ta zależy od czasu omówienia zadań. Prowadzący natomiast dostarczają porządne materiały, wymagają wykonania rozmaitych zadań i opierają naukę na pracy samodzielnej – indywidualnej oraz grupowej. Semestr podzielony jest na dwa kwartyle, część przedmiotów odbywa się w pierwszym, a część w drugim (wyjątkiem jest masterproject, który trwa całe pół roku). Dzięki temu można się skupić na kilku ważnych przedmiotach, a nie rozdrabniać się na mniejsze.

Napisałam wcześniej, że wiele wyciągam z doświadczeń innych studentów. Ci, praktycznie bez wyjątku, są ponadambitni. Za każdym razem, kiedy trzeba wykonać jakieś proste zadanie, oni traktują temat jako okazję to zaprezentowania swoich umiejętności. Popularną metodą pokazywania, że „coś się zrobiło” jest prezentowanie tego w formie planszy, prezentacji lub książeczki. Dodatkowe schematy, diagramy czy opisy są na porządku dziennym. Tutejszych studentów nie trzeba zachęcać aby szukali problemów i ich rozwiązań, nie trzeba im wskazywać, z kim się skontaktować aby zdobyć więcej informacji, albo po jaką książkę sięgnąć. Oni po prostu przejmują inicjatywę, chcą prowadzących zaskoczyć swoją pracą. Na początku myślałam, że to domena jednostek wybitnych, że niektórym zależy na dobrym pierwszym wrażeniu. Okazuje się, że tak po prostu działa ta uczelnia. A ja, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, poczułam się najbardziej leniwym i nieprzydatnym człowiekiem na świecie. Potrzebowałam dwóch tygodni, aby rozbudzić w sobie podobny zapał, aby zacząć wyznaczać sobie dodatkowe zadania – co by tu zrobić aby uzupełnić temat, jaka forma prezentacji wykonanego zadania mogłaby pozytywnie wpłynąć na jego odbiór. Zaczęłam też coraz więcej czasu spędzać w bibliotece.

Prawdziwie magiczna biblioteka

Z biblioteki na TU/e bardzo trudno wyjść. Nie ze względu na kręte schody i skomplikowany układ pomostów nad parterem, prowadzących do głównego wyjścia. Szczególną trudność sprawiają biblioteczne zbiory, od których naprawdę nie mogę się czasem odkleić. Całe ogromne piętro poświęcone jest samej architekturze, urbanistyce i naukom budowlanym. Od historii i teorii po technologie i środowisko. Od starych ksiąg do nowoczesnych, multimedialnych wydań. Od powszechnie znanych i cenionych tworów do takich, o których się nawet nie śniło filozofom. Na jakikolwiek temat chciałabym napisać – na taki znalazłabym co najmniej kilka tytułów. Kiedy wspominam te wszystkie lata gorączkowego klepania słów kluczowych w Chomikuja, przeklikiwania się przez dziesiątki stron Googla i przenoszenia słabej jakości zdjęć książek na pendrive’ach, aż żałuję, że nie mogłam po prostu wsiąść w samolot i tu przylecieć. Teraz mam to wszystko pod ręką, a jedyne co mnie ogranicza to głos z mikrofonu, mówiący że zbliża się dwudziesta trzecia i pora iść do domu.

Słyszałam, że w Holandii uczelnie rywalizują, która będzie miała najwspanialszą bibliotekę. Przez to nie ma oszczędzania – ani na książkach, ani na samym budynku. Zatrudniani są najlepsi architekci, a efekty widać gołym okiem. Studenci natomiast nie ignorują tych możliwości – biblioteka jest pełna od rana do wieczora, i w dni powszechne i w weekendy. Podobnie jak cały kampus – przestrzenie pomiędzy budynkami żyją, cały czas toczą się w nich rozmowy, odbywa się bardzo dużo rozmaitych wydarzeń. W takim miejscu po prostu chce się być studentem, chce się wykonywać kolejne projekty i angażować w rozmaite aktywności. Dlatego też działa mnóstwo organizacji studenckich, a każda z nich ma swoje miejsce na uczelni i mnóstwo możliwości tworzenia tego studenckiego świata.

Ach gdybym mogła tak zacząć studiować na tej uczelni od samego początku, powoli poznawać biblioteczne zbiory i zakamarki kampusu… Pewnie nie dałabym rady. Czasem przy innych zaczynam czuć się totalnym przegrywem, zaczynam wątpić, że jestem w stanie osiągnąć tyle co oni, że się nadaję. Z drugiej strony, oni mają bardzo rozmaity bagaż doświadczeń. Wielu z nich przyjechało z zupełnie odległych zakątków świata – szczególnie dużą grupę stanowią Chińczycy oraz Hindusi. Oni też musieli przywyknąć do holenderskiego trybu pracy. A może było właśnie odwrotnie. Może to ci napływowi zaczęli kręcić tym trybikiem i inspirować rodzimych studentów do podejmowania większego wysiłku, niż jest to od nich wymagane. Niezależnie od przyczyny – efekt jest niesamowity.

Holandia jako dom

Życie w Holandii wydaje się być bardzo łatwe. Zwłaszcza w dużym mieście. Holenderskie ceny produktów spożywczych, ubrań czy artykułów przemysłowych nie odbiegają znacznie od polskich. Może i benzyna jest droga, ale kto w Holandii potrzebuje samochodu? Bardziej mogą boleć ceny komunikacji publicznej, gdzie za jednorazowy przejazd autobusem miejskim trzeba zapłacić €3,75, a za pociąg do stolicy ponad €20. Gdybym tylko miała trochę więcej czasu i pieniędzy, mogłabym zwiedzić te wszystkie niesamowite miasta – większość z nich znajduje się godzinę drogi stąd. Na pewno wybiorę się do kilku – nie darowałabym sobie bycia w Holandii i nie zobaczenia Amsterdamu czy Rotterdamu. Wiele z nich będzie jednak musiało poczekać na trochę luźniejszy moment w moim życiu.

Holandia sama w sobie nie jest drogim krajem. Na zakupy w markecie nie wydaję wyraźnie więcej niż w Polsce. Być może nawet mniej – ze względu na spory wybór produktów dla wegetarian czy większą „wytrzymałość” podstawowych produktów. Można krytykować skład chemiczny chleba, ale kiedy jest on wciąż bardzo dobry po trzech dniach od daty zakupu, zaczynam się zastanawiać – czy to naprawdę tak źle, że jem coś, co ma trochę więcej konserwantów, ale za to nie muszę wyrzucać ponad połowy po pierwszym dniu? Z produktów droższych niż w Polsce na pewno mogę wymienić ser, jednak jego smak rekompensuje każdy ubytek w portfelu. Najlepsze są jednak holenderskie przekąski. Moim ulubionym przysmakiem są stroopwafle. Składają się one z dwóch cienkich, okrągłych warstw i słodkiego syropu pomiędzy nimi. Tak naprawdę nie da się opisać, dlaczego stroopwafle są takie dobre. Je trzeba spróbować, najlepiej powstrzymując się przed pochłonięciem od razu całego opakowania.

To pół roku będzie dla mnie bardzo dużym wyzwaniem. Wiedziałam o tym, podejmując tę decyzję. Po raz pierwszy w życiu mieszkam sama, w miejscu gdzie prawie nikogo nie znam. Porozumiewam się z ludźmi po angielsku, czyli w języku który nie jest natywny ani dla mnie, ani dla nich. ten język w co drugim zdaniu i bardzo mnie to boli. Wiele razy palnęłam tak podstawowe błędy, że nie potrafiłam skupić się na słuchaniu drugiej osoby, bo wszystkimi myślami próbowałam anulować to, co dopiero wypadło z moich ust. Zaczęłam się też uczyć holenderskiego. Podoba mi się jego brzmienie, nawet charszcząca litera „g”. Idzie mi niewyobrażalnie wolno, nawet już nie marzę o opanowaniu tego języka do poziomu komunikatywnego. Nigdy nie miałam umiejętności lingwistycznych i do końca życia się z tym nie pogodzę. Ale próbować będę. Dla samej gimnastyki mózgu.

Tym, co sprawia mi niewyobrażalną przyjemność jest codzienna jazda na uczelnię rowerem. Nawet nie chodzi o zdrowy styl życia czy oszczędność. Najbardziej cenię tę swobodę – że mogę szybko dostać się z jednego końca miasta na drugi, że będzie to bezpieczne i na pewno się nie zmęczę. Praktycznie każda ulica ma ścieżki rowerowe wzdłuż obu krawędzi, często są one odseparowane zielenią. Teren jest zupełnie płaski – myślę, że nie zmęczyłabym się nawet pedałując przez cały dzień. Na ścieżkach rowerowych nigdy nie jestem sama, rower to po prostu część kultury. I tylko czasem trudno go gdzieś „zaparkować”, bo do każdego stojaka przyczepionych jest już sześć innych rowerów.

Holandia może się kojarzyć z wieloma rzeczami, ale dla mnie najważniejszą jest logika i pragmatyczność. Miasta są piękne i zadbane, a ludzie otwarci i pomocni. Prawo jest wymagające, a podatki duże, ale dzięki temu wszystko jest utrzymane tak, jak należy. Dopóki ludzie nie przeszkadzają sobie nawzajem, mało kto narzeka na różnorodność. Holendrzy są zajęci swoimi sprawami, nie wchodzą z butami w życie innych. Lubią ładne rzeczy, co widać w postaci zadbanych ogródków oraz nietypowych sklepików (na przykład widziałam taki, którego całym asortymentem były mebelki do domków dla lalek). Z drugiej strony nie przywiązują uwagi do „symboli luksusu” i na mieście można spotkać samochody stare, pordzewiałe i pobite. Co bardziej kreatywni, ozdabiają je kolorowymi naklejkami. Rowery również rzadko kiedy błyszczą nowością. Większość z nich i tak dozna uszczerbku przy pierwszej próbie „odmontowania” ich z kupy zaparkowanych ciasno jednośladów.

Na mieście też nie ma straszących śmietników-kontenerów. Śmieci wyrzuca się do niewielkich pojemników, ze zbiornikiem pod ziemią. Przed tym, trzeba przyłożyć kartę, odblokowującą dostęp do śmietnika.

Ogólnie postęp technologiczny widać na każdym kroku. W marketach można skorzystać z mobilnego czytnika, którym skanuje się kolejne produkty, aby poznać ich cenę. Urządzenie wyświetla całą listę w ten sposób sprawdzonych przedmiotów, cenę za wszystko oraz sumę promocji. Plastikowe butelki mają kaucję 25 centów. Puste wrzuca się do maszyny znajdującej się w albo w pobliżu sklepu, aby dostać bon na zakupy. Kupując bilet na pociąg, korzysta się z karty z micro chipem. Nawet jednorazowe bilety posiadają micro chip. Bramki są na wejściu i wyjściu z peronów. Domyślam się, że pozwala to zbierać dokładne statystyki o podróżnych. Ekrany, komputery, punkty informacji – to elementy które już dobrze zdążyły się wpisać w tkankę miasta.

Nowe doświadczenie

Czy cieszę się, że pojechałam na Erasmusa? Teraz – bardzo. Nie wiem, jak będzie za pół roku, kiedy będę musiała walczyć z papierologią powyjazdową. Obecnie staram się czerpać całymi garściami z tego, co oferuje mi nauka w nowym miejscu. Chodzę na dodatkowe wykłady, odbywające się w przerwach na lunch, siedzę do nocy w bibliotece aby przeczytać chociaż ułamek tych wspaniałych książek. Staram się orientować, co się aktualnie dzieje na mieście. Najbardziej nie mogę się doczekać Dutch Design Weeku oraz festiwalu Glow. Pierwsze z tych wydarzeń to coroczne święto projektantów, składające się głównie z wystaw i warsztatów odbywających się m.in. w poprzemysłowych budynkach Philipsa. Glow natomiast ozdabia całe miasto w świecące dekoracje, przez co nocą Eindhoven zamienia się w miejsce prawdziwie magiczne.

Powoli przyzwyczajam się do tego miejsca i staram się trochę uporządkować swoje myśli, pogubione w chaosie informacji. Wciąż jednak prześladuje mnie wrażenie, że to tylko sen i za chwilę zadzwoni budzik.

Więcej